Czy zdarzyło Ci się kiedyś usłyszeć: „To chyba przesada, przecież on/a nigdy Ciebie nie uderzył”? A może słyszałeś/aś: „Oj, nie dramatyzuj”, i zacząłeś/zaczęłaś się zastanawiać, czy to przypadkiem Ty nie jesteś problemem? Nie jesteś sam/a. Te pytania wracają. W wiadomościach, w rozmowach po sesjach. W cichym westchnieniu: „Może rzeczywiście przesadzam…” I właśnie dlatego napisałam ten artykuł. Bo zanim coś zostanie nazwane – może być bardzo długo otoczone zaprzeczeniem a nawet wyparciem…
Kiedy w moim gabinecie ktoś mówi: „Ale przecież to jeszcze nie przemoc”, zwykle zaraz potem słyszę długą listę tego, co się dzieje tak bardzo destrukcyjnego. Widzę łzy i drżenie rąk. Wyczuwam przyśpieszony oddech. Słyszę historie, które nigdy nie powinny się wydarzyć.
Bywa, że wiele osób nie nazywa tego, co doświadcza przemocą, bo obawiają się negatywnych konsekwencji. Nie dziwię się temu. Życie w przemocowej relacji związane z wieloma mechanizmami, którymi próbujemy świadomie lub nieświadomie siebie chronić. Natomiast przemoc jest i niekiedy ukruwa się w takich działaniach:
- Nie odbiera telefonów, ale sprawdza każdy Twój ruch.
- Nie podnosi głosu, ale milczy tak długo, że zaczynasz błagać o kontakt.
- Nie bije, ale wbija słowa jak szpilki: „Z Tobą zawsze coś jest nie tak. To Ty jesteś największym problemem!”
- Nie zakazuje, ale robi tak, że odechciewa Ci się wszystkiego, co daje Ci radość.
Czy to nie przemoc? Tak, jest to przemoc w białych rękawiczkach. W mojej nowej książce „Oblicza toksyczności. Jak rozpoznać destrukcyjne metody działania i jak się przed nimi chronić” (link do książki >TUTAJ<) wiele miejsca poświęciłam zjawisku zaprzeczenia, wyparciu oraz eskalacji. Bo to właśnie one – niezauważone, niezatrzymane – potrafią stworzyć idealne środowisko do rozwoju psychicznej przemocy.
Zanim opiszę, czym jest zaprzeczenie czy eskalacja, to zaproszę Cię do kilku pytań. Wiedz, że one niczego nie przesądzają. Ale mogą otworzyć drzwi do zrozumienia:
- Czy zdarza Ci się usprawiedliwiać kogoś, kto Cię rani – bo „na pewno nie chciał/a”?
- Czy boisz się powiedzieć, że coś Ci nie odpowiada – bo wiesz, że to „źle się skończy”?
- Czy czujesz, że coś jest nie tak, ale nie potrafisz tego nazwać?
- Czy słyszysz, że jesteś przewrażliwiony/a, zbyt emocjonalny/a, za bardzo reagujesz?
Jeśli choć jedno z tych pytań wywołało w Tobie zatrzymanie – to ważny sygnał. A tenże sygnał może być Twoją siłą w drodze do wyzwolenia z kręgu wyparcia a kolejno eskalacji…
Czym jest wyparcie?
Zdarza się, że ktoś mówi: „Nie pamiętam, żeby to było aż tak bolesne” lub „Podobno to nie jest jeszcze takie złe”, a chwilę później całe ciało tej osoby zdradza napięcie, które nie potrzebuje wspomnień, aby dać znać, że coś było trudne i bolesne.
Mechanizm wyparcia, choć brzmi jak pojęcie z podręcznika, jest czymś bardzo ludzkim – pojawia się tam, gdzie rzeczywistość przerasta nasze możliwości radzenia sobie, gdzie emocje są zbyt intensywne, a prawda zbyt bolesna, aby ją unieść.
To Zygmunt Freud jako pierwszy opisał wyparcie jako mechanizm obronny – sposób, w jaki psychika chroni się przed doświadczeniem zbyt trudnym, wypierając je z pola świadomości – „zamiatając pod dywan”, który z zewnątrz może wyglądać na czysty, ale pod spodem kryje coraz więcej napięcia. Może to zabrzmi dziwnie, ale wyparcie nie jest kłamstwem – to raczej akt odwagi psychicznej, aby przeżyć, nawet jeśli oznacza to życie bez dostępu do pełnej prawdy.
Dla wielu osób to właśnie wyparcie stało się jedyną możliwą strategią przetrwania – zwłaszcza wtedy, gdy były zbyt małe, aby poradzić sobie z czymś, co przekraczało ich możliwości emocjonalne. To mechanizm, który pomagał nie widzieć i nie wiedzieć – ale nie po to, by krzywdzić, lecz po to, by umożliwić przetrwanie w trudnych okolicznościach. I choć pierwotną funkcją wyparcia związana była z ochroną, to z czasem może on odgradzać nas od siebie samych – od emocji, od potrzeb, od prawdy, która wciąż czeka gdzieś we wnętrz.
Z mojej perspektywy – jako terapeutki TSR – wyparcie bywa nie tylko obroną, ale także próbą zachowania narracji, która pozwala jakoś żyć. Bo jeśli powiem: „To, co mnie spotkało, było przemocą”, mogę poczuć wstyd, lęk, żal i samotność. Ale jeśli powiem: „To nie było aż takie złe”, mogę zachować złudzenie kontroli. Problem w tym, że wyparcie działa tylko do pewnego momentu – potem ciało zaczyna mówić swoim językiem, a my sami przestajemy ufać sobie, bo czujemy, że coś jest nie tak, ale nie umiemy tego nazwać.
I tu pojawia się pytanie: czy wyparcie naprawdę daje nam bezpieczeństwo, czy tylko jego namiastkę?
Prawdziwe bezpieczeństwo nie rodzi się z udawania, że nic się nie stało – rodzi się z przyjęcia siebie z całą historią, nawet jeśli niektóre jej rozdziały są trudne do przeczytania. Praca nad tym, co było wypierane, nie polega na grzebaniu się w przeszłości, lecz na odzyskiwaniu wpływu nad tym, co dzieje się tu i teraz.
Czasami wystarczy zadać sobie jedno pytanie – delikatnie, bez presji:
- Co próbuję w sobie zignorować?
… i zauważyć, że odpowiedź wcale nie musi nadejść od razu. Wystarczy dać sobie prawo do zobaczenia, że coś we mnie potrzebuje przestrzeni, a nie kolejnego zamknięcia w szufladzie.
W książce „Oblicza toksyczności” piszę właśnie o tych niuansach – o sytuacjach, w których ktoś mówi: „To przecież nic takiego”, a potem – w toku rozmowy, pytań i refleksji – zaczyna czuć, że to „nic” miało jednak swoją wagę. Że słowa mogą ranić równie mocno jak czyny, a wyparcie tego bólu może być jak wełniana kołdra, która na dłuższą metę zaczyna dusić, zamiast ogrzewać.
Nie każda prawda musi zostać wypowiedziana natychmiast. Ale każda zasługuje na to, by kiedyś zostać przyjęta. W swoim czasie. W swoim rytmie. Bez przymusu, ale też – bez wiecznego odwlekania.
Jeśli masz ochotę, to zapraszam Cię do krótkiego ćwiczenia terapeutyczne, ale zanim do niego przystąpisz proszę sprawdź, jak się czujesz. Jeśli potrzebujesz zrób krótką przerwę i odpocznij. Proszę zadbaj o siebie najlepiej jak tego potrzebujesz.
Ćwiczenie terapeutyczne: „Mapa subtelnych sygnałów”
Weź kartkę i długopis. Podziel kartkę na dwie części.
W lewej kolumnie wypisz wszystkie sytuacje, które wydają się nieprzyjemne, ale nie jesteś pewny/a, czy to już przemoc.
W prawej – co wtedy czujesz. W ciele. W głowie. W sercu.
Dla przykładu:
Lewa: „Mówi, że nikt mnie nie będzie chciał poza nim”
Prawa: „Czuję skurcz w żołądku, nie mogę spać, boję się przyszłości”
Nie oceniaj tego, co się pojawia. Zobacz. Nazwij i zapisz.
Bo tak właśnie zaczyna się proces wychodzenia z wyparcia. To, że coś nie przypomina przemocowych obrazów z filmu, nie znaczy, że nie rani. To, że się wahasz, nie znaczy, że się mylisz. To, że jeszcze nie odeszłeś/aś, nie znaczy, że nie możesz zacząć rozumieć.
Nazwanie rzeczy po imieniu bywa przerażające. Ale jeszcze bardziej przerażające jest życie w świecie, w którym wszystko jest niby w porządku – ale Ty już dawno przestałaś czuć się bezpieczny/a.
Nie czekaj na „większy powód”, bo może dojść do sytuacji, w której to przemoc eskaluje…
Niekiedy jest tak, że podświadomość mimowolnie podpowiada nam, że jeśli coś zatrzymamy w sobie, to coś zniknie lub się zmniejszy. To nieprawda. Przemoc a raczej jej używanie ma w sobie moc eskalacji. Osobie, która ją stosuje może być wciąż mało i mało, pomimo Twojego milczenia – wypierania czy zaprzeczania. Może zechcieć mieć nad Toba jeszcze większą władzę i kontrolę, a do tego może użyć jeszcze większej ilości przemocowych działań.
Z czym się wiąże eskalacja przemocy?
Eskalacja przemocy nie zawsze wygląda spektakularnie. Nie pojawia się z hukiem, nie przerywa życia w jednym momencie. Bywa, że zaczyna się od czegoś, co nawet trudno nazwać przekroczeniem – od wzroku, który karci, od milczenia, które rani bardziej niż krzyk, od półżartu, który wbija się w samo centrum Twojej wrażliwości. I choć w pierwszej chwili myślisz: „To nic, po prostu ma zły dzień”, gdzieś głęboko czujesz, że coś się właśnie przesunęło. To właśnie w takich niuansach rodzi się eskalacja.
Podczas sesji terapeutycznych często słyszę opowieści, które z pozoru nie brzmią dramatycznie. Ktoś mówi: „Z początku tylko mnie poprawiał. Potem zaczął mnie wyśmiewać. A teraz czuję, że muszę go pytać o zgodę, zanim gdzieś wyjdę.” I ten ktoś wciąż ma wątpliwości, czy to „na pewno przemoc”. Bo właśnie tak działa eskalacja: stopniowo, prawie niezauważalnie, często pod płaszczykiem troski, żartu, „trudnego charakteru”. Przemoc nie zawsze przychodzi w czerni i bieli. Często nosi pastelowe barwy codzienności.
Wyparta drobnostka może… stać się początkiem mechanizmu, który z czasem zabiera Ci głos, spokój, prawo do decydowania o sobie. Może to być pierwszy raz, kiedy rezygnujesz z wyjścia ze znajomymi, żeby nie usłyszeć pretensji. Może to być chwila, gdy zmieniasz ton rozmowy przez telefon, bo on/a jest w pobliżu. Może to być myśl: „Nie powiem, że mnie to boli, bo znowu będzie awantura.” I tak krok po kroku – to, co kiedyś było Twoje – staje się jego. Twoja przestrzeń, Twój czas, Twoje zdanie. Wypierasz lub zaprzeczasz, żeby się nie narażać.
W „Obliczach toksyczności” piszę szerzej o fazach toksycznego działania – bo to właśnie one są najczęściej omijane. Nie ma siniaków, nie ma dramatycznych scen – ale jest zmęczenie, życie na czujności, wieczne analizowanie, czy coś nie wywoła „złego nastroju”. Eskalacja przemocy przypomina gotowanie żaby w wolno podgrzewanej wodzie. Gdyby temperatura wzrosła nagle – wyskoczyłaby. Ale kiedy wszystko dzieje się powoli, wręcz niezauważalnie – może nie zauważyć, że już się gotuje.
I wiesz, co jeszcze usłyszałam wiele razy w gabinecie? „Nie wiem, jak to się stało. Przecież to nie miało tak wyglądać. Na początku był zupełnie inny/a.” Był. Bo eskalacja to proces – przemyślany lub nieświadomy – ale systematyczny. Zabierający po kawałku. I bardzo skuteczny.
Jeśli więc dzisiaj czujesz, że coś „drobnego” Cię zabolało – nie ignoruj tego. Nie chodzi o to, by z każdej rzeczy robić problem. Chodzi o to, aby siebie nie pomijać. To, co dziś nazwiesz „niewinnością”, jutro może stać się codziennością. A to, co dziś Cię jedynie martwi – jutro może Cię unieruchomić.
Proszę zatrzymaj się na chwilę przy tych pytaniach:
- Czy zmieniam siebie, żeby nie wywołać złości drugiej osoby?
- Czy chowam swoje emocje, żeby nie zostać ośmieszony/a, zignorowany/a, ukarany/a ciszą?
- Czy to, co nazywam kompromisem – nie jest przypadkiem rezygnacją z siebie?
Tak, jak to już wcześniej ujęłam eskalacja przemocy nie zawsze wygląda dramatycznie. Ale zawsze niesie dramat – dla duszy, ciała, poczucia własnej wartości. Nie czekaj, aż stanie się „na pewno przemocą”. Nie czekaj, aż Twoje ciało zareaguje za Ciebie, bo za długo coś próbujesz na siłę zepchnąć do nieświadomości. Masz prawo zaufać sobie – zanim ktoś odbierze Ci ten głos.
„Jak to moje ciało zareaguje za mnie?” – dopytywała pewna osoba na sesji. Już wyjaśniam. Otóż kiedy przez dłuższy czas wypierasz to, co czujesz, ciało zaczyna przejmować rolę sygnalizatora. Zaczyna mówić to, czego Ty już nie chcesz lub nie potrafisz wypowiedzieć. I mówi bardzo wyraźnie. Może pojawić się trudność w zasypianiu, spięte barki, uporczywe bóle głowy, kołatanie serca. Może pojawić się ciągłe zmęczenie, którego nie wyjaśniają żadne wyniki badań. Czasami człowiek mówi: „Nie wiem, co się ze mną dzieje”, a ciało wie – i mówi: „Za długo się nie słuchałaś/eś”. Bo właśnie w ciele zapisuje się wszystko to, co nie miało przestrzeni, aby zostać wypowiedziane.
Wyparcie chroni nas przed bólem – ale tylko pozornie. Bo to, co zostaje zepchnięte do nieświadomości, nie znika. Z czasem zaczyna odcinać nas od siebie. Od własnej intuicji, od potrzeb, od głosu, który kiedyś był wyraźny, a teraz wydaje się zagubiony. Możesz czuć się, jakbyś żyła w cieniu samej siebie. Jakbyś coś w sobie zamroziła. Bo to właśnie robi ciało, gdy wyczuwa, że sytuacja jest zbyt trudna, zbyt niezrozumiała, zbyt bolesna – zamraża.
Ludzie w zamrożeniu funkcjonują, pracują, odpowiadają na pytania, odwożą dzieci do szkoły. Ale w środku – nic nie płynie.
Ciało nie zna pojęcia „przesadzasz”. Ciało nie słucha racjonalizacji. Ciało rejestruje fakty emocjonalne. Dlatego tak wiele osób doświadcza somatycznych objawów po latach życia w stresie emocjonalnym – bo ciało musiało milczeć za długo. I w końcu mówi. Swoim językiem. Czasami tak dobitnie, że nie da się go już zignorować. Osoby na terapii mówią wtedy, że przez kilka dni nie są w stanie wyjść z łóżka. Mówią o okrutnie przesiąkającym bólu, który ich paraliżuje i to dosłownie. Mówią, że nie są w stanie chodzić…
W „Obliczach toksyczności” często wracam do tej cienkiej granicy – pomiędzy tym, co „jeszcze da się znieść”, a tym, co już nas wyczerpuje. Bo to właśnie tam, w tej szarej strefie, w której dzieją się rzeczy „niewinne”, najczęściej zaczyna się długotrwałe cierpienie. A ono nie musi dojść do krzyku, by mogło zostać usłyszane.
Pamiętaj, że Twoje emocje są wystarczającym sygnałem. Twoje ciało wie wcześniej, niż umysł się odważy. Twoja intuicja nie jest Twoim wrogiem.
Daj znać, w komentarzu poniżej, jakie refleksje towarzyszą Ci po dzisiejszym artykule? Czy Twoje emocje próbują Ci coś powiedzieć?
Autorka: AGNIESZKA ZBLEWSKA 
Podobne wpisy
ODSZUKAJ RADOŚĆ W KILKU SŁOWACH - CZYTAJ i UCZ SIĘ
- DEPRESJA
- EMOCJE i NASTRÓJ
- My Lifestyle
- OBLICZA TOKSYCZNOŚCI
- PSYCHOLOGIA ASERTYWNOŚCI
- PSYCHOLOGIA KOMUNIKACJI
- PSYCHOLOGIA KONFLIKTU
- PSYCHOLOGIA MIŁOŚCI
- PSYCHOLOGIA ODŻYWIANIA
- PSYCHOLOGIA OSOBOWOŚCI
- PSYCHOLOGIA PEWNOŚCI SIEBIE
- PSYCHOLOGIA PRACY
- PSYCHOLOGIA PRZEMOCY
- PSYCHOLOGIA RODZINY
- PSYCHOLOGIA ROZWOJU
- PSYCHOLOGIA SEKSU
- PSYCHOLOGIA STRATY
- PSYCHOLOGIA SUKCESU
- PSYCHOLOGIA ŚWIADOMOŚCI
- PSYCHOLOGIA SZCZĘŚCIA
- PSYCHOLOGIA UZALEŻNIENIA
- PSYCHOLOGIA WPŁYWU - AFIRMACJE
- PSYCHOLOGIA ZABURZEŃ
- PSYCHOLOGIA ZDROWIA
- PSYCHOLOGIA ZMIANY
- PSYCHOLOGIA ZWIĄZKU
- PSYCHOTERAPIA
- TECHNIKI NLP
- TOKSYCZNE OSOBOWOŚCI
- WARTO PRZECZYTAĆ
- WARTO WIEDZIEĆ
- WYSOKA WRAŻLIWOŚĆ
SZUKAJ
NEWSLETTER
Zapisz się na naszą listę mailingową Niech nigdy nie ominie cię żadna nowinka
[newsletter_signup_form id=1]
















































