Czy odbiorca przemocy naprawdę może zakochać się w osobie, która ją krzywdzi? Czy to możliwe, że ktoś, kto był więziony lub zastraszany, zaczyna czuć wdzięczność wobec sprawcy? Dlaczego odbiorca przemocy potrafi stanąć po stronie oprawcy, nawet gdy ma szansę się uwolnić? Czy przemoc psychiczna może być tak silna, że odbiorca przemocy zaczyna wierzyć, że jest kochany? Co sprawia, że zamiast ucieczki – wybiera lojalność wobec osoby, która zadaje ból? Syndrom Sztokholmski to zjawisko, które potrafi mocno namieszać w życiu. Nie tylko wpływa na decyzje podejmowane pod wpływem lęku czy nadziei. Sprawia również, że odbiorca przemocy zaczyna wierzyć w emocjonalną bliskość, która w rzeczywistości służy…
Czym tak naprawdę jest Syndrom Sztokholmski?
Zanim przejdę do wyjaśnienia, nadmienię, że do napisania tego artykułu skłoniło mnie kilka osób – zarówno z gabinetu, jak i te, które już teraz zamówiły moją nową książkę „Oblicza toksyczności. Jak rozpoznać destrukcyjne metody działania i się przed nimi chronić” (link do książki >TUTAJ<). Ten temat wraca – z pytaniami, zdziwieniem, czasem wstydem…
Syndrom Sztokholmski nadal jest mylnie rozumiany. Często używany jako uproszczenie lub stygmatyzująca etykieta. A to zjawisko jest o wiele bardziej złożone niżeli mogłoby się wydawać.
Syndrom ten opisuje stan, w którym odbiorca przemocy odczuwa pozytywne emocje wobec osoby stosującej przemoc – emocje takie jak współczucie, lojalność, przywiązanie, a nawet miłość. Może to dotyczyć sytuacji porwań, przemocy domowej, a także związków, w których występuje silna zależność emocjonalna i manipulacja.
Z psychologicznego punktu jest to mechanizm przetrwania – adaptacja do sytuacji, w której jednostka nie ma kontroli, ale musi przetrwać. Sprawia, że odbiorca przemocy pokłada nadzieje w emocjonalnej bliskości, która w rzeczywistości służy przetrwaniu w przemocowych warunkach. Z zewnątrz może wydać się to irracjonalne. W środku – to sposób na poradzenie sobie z brakiem wyjścia.
Czy odbiorca przemocy naprawdę może zakochać się w osobie, która ją krzywdzi?
Tak, może. I nie jest to „dziwne” ani „nienormalne”. Taki właśnie bywa mechanizm przetrwania, który pozwala zachować resztki poczucia wpływu w sytuacji bezsilności. Emocje nie zawsze nadążają za faktami. Bywa, że są też cieniem do tego, co było kiedyś. Odbiorca przemocy może wracać do momentów wypełnionych miłością myśląc życzeniowo, że takie chwile są jeszcze możliwe.
Czy to możliwe, że ktoś, kto był więziony lub zastraszany, zaczyna czuć wdzięczność wobec sprawcy?
Tak. W sytuacjach granicznych ludzka psychika szuka czegokolwiek, co może dać nadzieję. Jeśli osoba stosująca przemoc raz na jakiś czas okaże „łaskę”, wycofa groźbę, uśmiechnie się czy pozwoli odpocząć – to staje się namiastką „bezpieczeństwa”. W takiej dynamice nawet najmniejszy gest może być odebrany jako dar. A wdzięczność – choć nielogiczna z zewnątrz – staje się logiczna z punktu widzenia psychicznego przetrwania.
Dlaczego odbiorca przemocy potrafi stanąć po stronie oprawcy, nawet gdy ma szansę się uwolnić?
Bo to nie jest kwestia racjonalnej decyzji, lecz lęku, strachu i wieloletniego funkcjonowaniu ku przetrwaniu. Bo ciało już wie, co się stanie, kiedy się sprzeciwi – ale nie wie, co czeka po drugiej stronie. Lojalność wobec sprawcy może być próbą chronienia siebie przed czymś jeszcze gorszym – realnym lub wyobrażonym. Może być strategią, która wybrzmiała w człowieku, kiedy nikt nie przyszedł z pomocą.
Życie w ciągłej niepewności nie sprawia, że odbiorca przemocy nagle zaufa innym – zwłaszcza jeśli wcześniej zaufanie kończyło się bólem. Bywa, że ucieczka wydaje się większym zagrożeniem niż trwanie w znanym, choć niszczącym schemacie. Nowe życie, wsparcie, opieka – to mogą być dla odbiorcy przemocy abstrakty, fotomorgany emocjonalnego bezpieczeństwa, których realność trudno rozpoznać.
Bo jeśli przez lata jedynym kompasem była reakcja sprawcy – jego humor, jego potrzeby, jego lęki – to jak rozpoznać, gdzie jest północ, gdy kompas nagle znika? Czasem łatwiej stanąć po stronie oprawcy, niż zaryzykować wejście w świat, w którym trzeba na nowo nauczyć się, kim się jest i komu można ufać.
To nie słabość. To ślad po wielokrotnym zawiedzeniu, że świat będzie bezpieczny. A odbudowa tego zaufania to proces – delikatny, trudny, ale możliwy.
Czy przemoc psychiczna może być tak silna, że odbiorca przemocy zaczyna wierzyć, że jest kochany?
Może. Zwłaszcza gdy manipulacja przeplata się z tzw. dobrymi momentami. Przemoc psychiczna jest podstępna – nie zawsze rani otwarcie, czasem przychodzi jako „troska”, „opieka”, „zazdrość z miłości”. W takiej atmosferze łatwo o pomyłkę. Odbiorca przemocy może w końcu uznać, że to, czego doświadcza, to po prostu miłość w trudniejszej wersji. A to z kolei wzmacnia więź – nawet jeśli ta więź rani.
A co z miłością w przemocowej relacji?
Nie możemy jej wykluczyć. Zaś miłość w relacjach, w których występuje przemoc, nie jest czarno-biała. Bywa, że jest. Bywa, że była. I bywa, że właśnie jej echo zatrzymuje odbiorcę przemocy w miejscu.
Miłość nie zawsze znika z chwilą, gdy pojawia się przemoc. Czasem staje się tłem dla cierpienia. Odbiorca przemocy może czuć się kochany i jednocześnie krzywdzony. Może wierzyć, że jeśli postara się bardziej, wszystko się zmieni. Może pamiętać dobre chwile i kurczowo się ich trzymać, bo to jedyne, co zostało z tamtej relacji.
Nie każdy akt przemocy od razu przekreśla emocjonalne przywiązanie. Nie każda miłość jest zdrowa, ale to nie znaczy, że jest nieprawdziwa. To właśnie ta niejednoznaczność powoduje największe wewnętrzne rozdarcie.
Uwierz mi, że miłość bywa, że staje się argumentem przeciwko samemu/samej sobie – „kocha mnie, ale nie umie inaczej”. To przekonanie potrafi trzymać mocniej niż kajdany. Bo miłość daje nadzieję. A nadzieja to jeden z najsilniejszych mechanizmów przetrwania.
Dlatego z pełny przekonaniem napiszę, że w relacjach z osobą stosującą przemoc miłość może być paliwem… i pułapką. Dlatego nie oceniajmy – zamiast tego starajmy się zrozumieć.
Czasem na sesji terapeutycznej pada do mnie pytanie: „Dlaczego wciąż go bronię?” albo „Czemu nie umiem przestać tęsknić?”. Pytają moi klienci – bardzo często ze łzami w oczach. Zaś za tymi pytaniami stoi ogromna wewnętrzna walka – między emocjami a rzeczywistością.
Syndrom Sztokholmski, choć nie zawsze obecny w klinicznej postaci, bywa punktem wyjścia do pracy nad rozpoznaniem, gdzie kończy się lojalność, a zaczyna mechanizm przetrwania. Bywa, że nazwanie pewnych spraw otwiera kolejne drzwi – do wyzwolenia i prawdziwego bezpieczeństwa.
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to proces – intensywny, ale wciąż możliwy. Dlatego pisząc moją książkę „Oblicza toksyczności” miałam na uwadze wewnętrzną walkę, którą może toczyć człowiek ją czytający. Wiedziałam, że każda strona może dotknąć czegoś, co było długo spychane na bok – wspomnienia, emocje, zależności, których nie dało się wcześniej nazwać. Chciałam stowarzyszyć w niej przestrzeń, w której można poczuć ulgę z samego faktu, że coś zaczyna się układać w sensowną całość. Jestem pewna, że mi się to udało. Bowiem priorytetem było dla mnie to, aby książka dawała słowa tym, którzy dotąd musieli milczeć. By otwierała oczy, ale nie szokowała. By uczyła rozpoznawać przemoc – subtelną, ukrytą, zakamuflowaną – ale też pokazywała, że każda historia ma prawo do zmiany.
To nie jest książka o sile przemocowego człowieka. To książka o sile osoby, która każdego dnia wstaje i żyje dalej – mimo tego, czego doświadczyła. I jeśli choć jedna osoba, po jej przeczytaniu, poczuje się mniej samotna – to znaczy, że było warto przez ponad trzy lata poświęcić jej swój czas, wiedzę i serce…
A teraz zapraszam Cię do krótkiego ćwiczenia, które może być uzupełnieniem procesu, który zaczyna się od poświęcenia sobie najmniejszej uwagi. Gotów? Zaczynamy…
Ćwiczenie psychoterapeutyczne: rozpoznanie lojalności wobec osoby stosującej przemoc
To ćwiczenie może pomóc zrozumieć, z jakiego miejsca w Twoim ciele płyną emocje wobec osoby, która stosowała przemoc.
- Nazwij postać: Zapisz imię osoby, która wywoływała w Tobie ambiwalentne uczucia – zarówno lęk, jak i przywiązanie.
- Wróć do konkretnego wspomnienia: Opisz jedną sytuację, w której poczułeś/aś się skrzywdzony/a, ale jednocześnie pojawiła się myśl: „może jednak mnie kocha”.
- Opisz, jakie emocje towarzyszyły Ci w tej chwili: Czy to był lęk? Nadzieja? Zmieszanie? Miłość? Spróbuj nie oceniać – tylko zauważyć.
- Zidentyfikuj wewnętrzne przekonania: Jakie myśli powtarzasz sobie, żeby wytłumaczyć jego/jej zachowanie? Napisz je dokładnie. Przykłady: „to moja wina”, „miał/a trudne dzieciństwo”, „on/a tak okazuje emocje”.
- Zapytaj siebie: Czy te przekonania pomagają mi zadbać o siebie – czy raczej zatrzymują mnie w miejscu? Czy ta lojalność wobec drugiej osoby ma swoje korzenie w miłości – czy raczej w strachu?
- Stwórz alternatywną narrację: Napisz, co powiedziałabyś przyjacielowi/przyjaciółce, która doświadczałby/aby tego samego. Zastosuj te słowa do siebie. Przeczytaj je na głos.
- Zakończ z troską: Zapisz jedno zdanie, które ma być Twoim zasobem. Przykład: „Moje emocje są ważne. Nie muszę ich usprawiedliwiać przemocą.”
To ćwiczenie nie kończy procesu, ale może być początkiem ważnej drogi – drogi, w której zaczynamy oddzielać miłość od lęku, troskę od przetrwania, relację od zależności… Gdyż im dłużej pracuję z osobami uwikłanymi w przemocowe relacje, tym bardziej widzę, że nic nie jest oczywiste. Słowa takie jak „miłość”, „lojalność”, „nadzieja” w tych historiach niosą inne znaczenia. Nie są czyste, ale nie są też kłamstwem.
Gdy zaczynamy widzieć, że przetrwanie czasem przebiera się za miłość – robimy miejsce na nową narrację. I właśnie to pozwala odzyskać głos. I wybór.
A więc… Krótko podsumowując, Syndrom Sztokholmski to więcej niż medialny slogan. To skomplikowany, często bolesny mechanizm, który może prowadzić do głębokiego zagubienia emocjonalnego. Nie pojawia się znikąd. Zawsze ma swój kontekst, historię, przyczynę. Zrozumienie tego zjawiska nie służy temu, by usprawiedliwiać przemoc – ale by lepiej zrozumieć, dlaczego odbiorcy przemocy nie potrafią odejść. Dopiero z tym zrozumieniem możliwa jest zmiana.
Jeśli miałbyś/miałabyś chwilę to daj znać poniżej w komentarzu, czy zdarzyło się Ci kiedyś usprawiedliwiać czyjeś raniące zachowanie, bo „miał/a ciężkie życie”? Pozostaję tutaj z ciekawością i czekam na wieści od Ciebie.
Autorka: AGNIESZKA ZBLEWSKA 
Podobne wpisy
ODSZUKAJ RADOŚĆ W KILKU SŁOWACH - CZYTAJ i UCZ SIĘ
- DEPRESJA
- EMOCJE i NASTRÓJ
- My Lifestyle
- OBLICZA TOKSYCZNOŚCI
- PSYCHOLOGIA ASERTYWNOŚCI
- PSYCHOLOGIA KOMUNIKACJI
- PSYCHOLOGIA KONFLIKTU
- PSYCHOLOGIA MIŁOŚCI
- PSYCHOLOGIA ODŻYWIANIA
- PSYCHOLOGIA OSOBOWOŚCI
- PSYCHOLOGIA PEWNOŚCI SIEBIE
- PSYCHOLOGIA PRACY
- PSYCHOLOGIA PRZEMOCY
- PSYCHOLOGIA RODZINY
- PSYCHOLOGIA ROZWOJU
- PSYCHOLOGIA SEKSU
- PSYCHOLOGIA STRATY
- PSYCHOLOGIA SUKCESU
- PSYCHOLOGIA ŚWIADOMOŚCI
- PSYCHOLOGIA SZCZĘŚCIA
- PSYCHOLOGIA UZALEŻNIENIA
- PSYCHOLOGIA WPŁYWU - AFIRMACJE
- PSYCHOLOGIA ZABURZEŃ
- PSYCHOLOGIA ZDROWIA
- PSYCHOLOGIA ZMIANY
- PSYCHOLOGIA ZWIĄZKU
- PSYCHOTERAPIA
- TECHNIKI NLP
- TOKSYCZNE OSOBOWOŚCI
- WARTO PRZECZYTAĆ
- WARTO WIEDZIEĆ
- WYSOKA WRAŻLIWOŚĆ
SZUKAJ
NEWSLETTER
Zapisz się na naszą listę mailingową Niech nigdy nie ominie cię żadna nowinka
[newsletter_signup_form id=1]















































