EGOCENTRYCZNY TATUŚ, czyli jak wygląda życie dzieci narcystycznego ojca?

Zaburzenia osobowości to temat dość kontrowersyjny, a nawet mogłabym napisać, że dość „tajemniczy”… Rodzina narcystycznej osobowości w wielu sytuacjach stroni od “prawdy”, a nawet okłamując samych siebie stara się wierzyć w coś, co jest dosłownym zaprzeczeniem sytuacji, w której przystało im żyć…

Temat dotyczący zaburzeń osobowości jest dla wielu osób bardzo szokujący, a niekiedy nazbyt drastyczny. Jednakże tylko prawda zbudowana na faktach pozwala spojrzeć nam na sytuację z innej perspektywy. Choć, jak wiadomo może być to czasochłonne…

Narcystyczni ojcowie są bardzo skomplikowanymi jednostkami nie tylko dla świata zewnętrznego przed którymi kreują swą idealną osobę, ale również dla najbliższych którzy dzielą z nim życie.

Kim jest narcystyczny ojciec?

Narcystyczny ojciec jest daleki od jakiejkolwiek empatii, nawet dla najbliższych członków rodziny. Jak już bywa empatyczny, to tylko i wyłącznie wobec siebie i swych odczuć wobec samego siebie.

Narcystyczny ojciec przede wszystkim skupia się tylko na sobie – na swych pragnieniach i oczekiwaniach. Obraz, który kreuje zawsze powinien być idealny. Jeśli on jest idealny, to i jego dzieci powinny być idealne. Nie można tu mówić o jakichkolwiek błędach, czy przewinieniach. Rodzina w której funkcjonuje narcyz jest jak idealna zasłona, która skrywa swe własne uczucia i odczucia.

Jeśli tzw. zasłonka nieco się pogniecie to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że  egocentryczny tatuś zrobi wszystko, aby ją wygładzić. Nawet kosztem uczuć swoich dzieci. Zamiast wsparcia i podpory prawdopodobnie dzieci usłyszą słowa krytyki. Będę musiały odpracować swój błąd i to bardzo szybko.

Dzieci narcystycznego ojca…

Dzieci narcyza w większości przypadków są pozbawione głębokiej, bezwarunkowej miłości rodzicielskiej ze strony ojca. Bowiem narcyz kocha, ale tylko siebie – reszta to tylko dodatek… Niestety w takiej relacji bardzo rzadko występuję głęboka więź.

“Miałem traumatyczne dzieciństwo, gdzie mnie ignorowano i marginalizowano. Nie miałem głosu ani mocy, by ją wykrzesać. Byłem na łasce narcystycznego tatulka. Ojciec wierzył, że jest geniuszem. Nie był dobrym człowiekiem. Powiedział mi kiedyś, że byłem niechcianym wypadkiem.”

Narcystyczny ojciec w wielu sytuacjach segreguje swoje dzieci – narzuca im swe oczekiwania i dąży do tego, by zawsze „tańczyły, tak, jak on im zagra”…

Pierwszy potomek narcystycznego tatusia to, tzw. nieskalany pierworodny. Nieskalany pierworodny ponieważ jest pierwszy i to na nim spoczywa ten pierwszy niepohamowany obraz wyidealizowanego obrazu życia rodzinnego narcyza. Ojciec oczekuje, że jego pierworodne dziecko będzie się kształtowało na jego wizerunek. Uznaje, że jako „stwórca” ma prawo do przywłaszczenia sobie jego tożsamości. Tak więc, tzw. nieskalany pierworodny ma stać się jego idealnym odbiciem.

Gdy „nieskalany pierworodny” dorasta następuje etap rywalizacji. Nawet można by rzecz, że rywalizacja następuje już od samego początku. Przekazy są tak zmienne, że same pojmowanie jego oczekiwań jest zbyt skomplikowane. Mały „perfekcjonista” rośnie, ale w żadnym przypadku nie wolno mu przerosnąć mistrza. Jeśli jednak tak się stanie i w jakiś sposób dziecko przyćmi jego osobę, to na pewno może spodziewać się „biczów”, a nawet odrzucenia. Narcystyczny tatuś analizuje wszystko przez pryzmat własnej osoby – nic i nikt nie ma prawa jej zaburzyć. Innymi słowy, nieskalany pierworodny ma być idealny, ale nie może w swej idealności przerosnąć swojego jeszcze bardziej idealnego ojca, bo inaczej spotka się z poczuciem odtrącenia.

Narcystyczny ojciec swoją potrzebę gloryfikacji przeważnie przerzuca na kolejnego potomka, który z natury może być buntownikiem. Dorastając zauważa i analizuje – żyje bardziej świadomie, ale wciąż pragnie miłości, której nawet w tym momencie od narcystycznego tatusia nie otrzyma. Marne jego staranie i tak liczy się tylko egocentryzm ojca.

Buntownik będzie się buntował, ale jego bunt i tak jest bez znaczenia. W końcu porzuci swą buntowniczość i schowa się w cieniu lub porzuci relację z zaburzoną osobowością… którą może się okazać najlepszą opcją z możliwych…

Najlepsi próbowali „okiełznać” narcyza i jest to bardzo trudne zadanie, ponieważ narcystyczne osoby unikają zmiany. Pamiętajmy, że uzależnienie od drugiej osoby również jest możliwe, a jak wiadomo narcyz jest idealnym manipulatorem i zapewne będzie dążyć do tego typu toksycznej relacji. Szantaż bywa jego drugą twarzą.

Obraz rodziny narcystycznego ojca musi być idealny – bez skazy. Jeśli ktoś spróbuje go zburzyć na pewno ucierpi. Odrzucenie i porzucenie przecież nie jest niczym złym w mniemaniu narcyza…

Zapewne zapytasz, a co w przypadku kolejnych dzieci?

Narcyz jak każdy inny człowiek uczy się na błędach i kolejnych tych samych nie popełni. Kolejne dzieci mogą być typowymi maskotkami – „…troszkę się pobawię, a potem odłożę do mojej idealnej szuflady…”.

Jeśli narcystyczny tatuś uczył się na błędach, to na pewno będzie oczekiwał od Ciebie jeszcze więcej niż wymaga od innych. Ty w jego oczach stałeś/aś się „Idealną przytulanką”. Natomiast gdy postanowisz iść w ślady starszego rodzeństwa i wykażesz bunt, to pamiętaj, że masz do niej prawo. Jednak nie oczekuj, że swoim buntem zmienisz narcystycznego ojca. Co oczywiście nie wyklucza, że przez swoje nowe zachowanie pokarzesz, że masz prawo do granic i ich wymagania.

Dodam, że przytoczone przeze mnie powyższe role nie muszą wystąpić. Nie są one jedyną daną nam prawdą. Bowiem sytuacja dziecka narcystycznego rodzica – ojca, czy to matki jest zależna o wielu innych czynników. Co oczywiście nie wyklucza tego, że narcyz będzie oczekiwał od swoich dzieci rzeczy nieosiągalnych. Warto też pamiętać, że każdy z nas jest inny, że każdy z nas będzie inaczej kreował swoje życie. Narcystyczny rodzic czy ojciec, czy to matka nie jest wyrocznią, choć zapewne nie będzie lub nie było łatwo.

Dlaczego życie dzieci narcystycznego ojca jest, aż tak skomplikowane? Gdzie uzyskać pomoc?

Ratunek wciąż jest w Tobie! Najważniejsze jest świadome zidentyfikowanie problemu, który pojawił się w Twoim domu. Pamiętaj, by nie działać na własną rękę. Zmienić możesz tylko siebie. Narcyz i tu mam na myśli osobę płci męskiej i żeńskiej praktycznie nigdy nie przyjmie “prawdy”. Prawda jest związana z krytyką i przyznaniem się do błędów, a tu to jest niemożliwe, a wręcz nieosiągalne.

Jednym z najważniejszych priorytetów zmiany jest zbudowanie granic, których narcystycznemu ojcu nie wolno przekroczyć. Najważniejsze jest Twoje szczęście, a nie wygórowane oczekiwanie Twego ojca. Nikt za Ciebie życia nie przeżyje – na pewno nie on.

W dorosłym życiu należy pamiętać również o tym, by pozbyć się „Syndromu Atlasa” i wyznaczyć sobie jasno określone cele, aby w żadnym wypadku nie dopuścić do kolejnych nadużyć. Zrozumienie i akceptacja to porzucenie przeszłości i zajęcie się kształtowaniem tego, co Ci sprawia radość i szczęście. Poprzez zrozumienie zrzucasz łańcuch toksycznego przywiązania.

Zrozumienie jest potrzebą Twego szczęścia – bez odsłony toksycznej relacji nigdy nie porzucisz utartych schematów. Pamiętaj, że to Twoje życie i tylko Ty masz prawo nim zarządzać… Nigdy nie stroń od pomocy z zewnątrz – odejście wymaga kilku kroków, które pozwoli Ci zrozumieć specjalista.

Życie z pełną świadomością wad swego idealnego ojca jest możliwe… Odważ się i zawalcz o własne szczęście!!!


Masz w swojej rodzinie wampira emocjonalnego?

Co byś mógł/mogła poradzić dzieciom narcystycznego rodzica?


Autorka: Agnieszka » O MNIE

Poprzedni wpis:
Następny wpis:

36 odpowiedzi na “EGOCENTRYCZNY TATUŚ, czyli jak wygląda życie dzieci narcystycznego ojca?”

  1. Andrzej pisze:

    Napiszcie o natystycznej mamusi. Tak, kobiety też takie są. Niestety.

  2. Jacek pisze:

    Mam doświadczenie życia z narcystycznym ojcem w dodatku alkoholikiem. To osobowość straszna z perspektywy dziecka. Żyjesz w takim świecie, w którym tatuś, jego praca, osiągnięcia, sukcesy no i chwila wytchnienia – jest święta. W sytuacji, kiedy tatuś taki znika w swoim świecie, to masz poczucie, że wszystko się zawali. Że nie masz środków do życia, że będziesz za chwilę z resztą rodzeństwa na ulicy, bo tatuś wszystko kontroluje (dostęp do konta, pieniądze itd.). Oczywiście, kiedy przestaje pić, to “klękajcie narody” – nic już nie musi bo przecież przestał pić. W dodatku mój ojciec (który jest osobą publiczną) kiedy z nim szedłem i podchodzili do niego zwykli ludzi, to najpierw z nimi rozmawiał, a później mówił mi, że wszyscy to debile, idioci i wyznawcy. Zresztą nie pamiętam, żeby o kimkolwiek mój ojciec mówił dobrze – zawsze każdy był określany mianem głupka albo idioty.
    Ostatnio umówił się ze mną na obiad. Spóźnił się 2 godziny (bez wcześniejszego uprzedzenia, telefon wyłączony). Ja oczywiście (głupi jestem) czekałem bo bałem się, że coś mu się stało. Wszedł i stwierdził, że mu przykro, ale nie mógł wcześniej. I najlepsze – w jego oczach sprawa załatwiona – przecież przyszedł – to o co się denerwować? Wszystko powinno być w porządku. Uważam, że takie osoby należy po prostu wystrzelać 🙂 albo ewentualnie zesłać na Madagaskar 🙂

    • Psychology of Life pisze:

      Jacku – dziękuję, że jesteś z nami i podążasz w stronę świadomego życia. Choć “prawda”, którą odkrywasz nie jest zbyt miła, to jednak poddajesz się pewnego rodzaju refleksji. Refleksji, która pozwala odróżnić świat negatywny od tego pozytywnego, tak bardzo pożądanego. Warto wyciągać wnioski i uczyć się na nich. W końcu to Twoje życie – masz prawo być takim jakim zechcesz… wolnym, pełnym własnej miłości, własnego zrozumienia… Serdecznie Cię pozdrawiam.

  3. Krystyna pisze:

    Uciekać od narcyzów na koniec świata. Mam ich wokół siebie trochę. To najgorsze typy. Jedyny ratunek albo uciekać albo stawiać granicę, granicę i jeszcze raz granice.

    • Psychology of Life pisze:

      Droga Krystyno,
      Tak jak napisałaś – GRANICE i raz jeszcze granice. Asertywne zachowanie to podstawa. Świadome przestrzeganie i pilnowanie swoich granic to podstawa własnego bezpieczeństwa…

  4. Zaneta pisze:

    Moj zwiazek z narcyzem trwal 13 lat zanim sie obudzilam i powiedzialam dosc, teraz mnie niszczy na kazdym kroku. Ja dam rade, ale jak to wytlumaczyc dziecku ze jej ojciec ma zabuzenia osobowosci i to co mowi to zmyslone bajki?

    • Psychology of Life pisze:

      Żaneto, czytając Twój komentarz dostrzegam mega silną kobietę, która nie tylko potrafi powiedzieć “nie”, ale również dba o swoje dzieci. Mało osób na to stać, Ty się odważyłaś – chcesz dla siebie i swoich dzieci spokoju, i do tego dążysz. Choć nie napisałam jeszcze artykułu, który by idealnie odpowiedział na Twoje pytanie, ale myślę, że w tym artykule 👉 https://psychologiazycia.com/rozwod-czyli-pomoc-dziecku-zaakceptowac-rozstanie-rodzicow/ znajdziesz odpowiedź, bądź na jego podstawie ją sformułujesz. Trzymam się cieplutko. Pozdrawiam, Agnieszka

  5. patryk pisze:

    Cześć.
    Jestem Patryk i mam 23 lata.
    Przestałem sobie rodzić sam ze sobą. Doszło do tego, że nie umiałem rozmawiać ze społeczeństwem. Stałem się niewidzialny dla innych, a chciałem być podziwiany, być zauważanym człowiekiem. Doskwierał mi samotność. Szukałem uznania u każdego kto pojawił się na mojej drodze i zacznie opowiadać o swoich „głębokich słabościach”, a ja potem super umiałem doradzać. Nie wiem czy dobrze mówiłem, czy źle… ale zawsze starałem się od serca. Problem był w tym, że jak już stałem się super przyjacielem, który był super empatyczny i umiał wczuć się w czyjeś uczucie, to gdy zauważyłem że ktoś mi zaufał, zaczynałem i umiałem zmanipulować tak, żeby wyjść z sytuacji z korzyścią dla siebie. Słabo mi szło zapoznawanie nowych osób i nadal słabo idzie.

    Powstał w mojej głowie bunt do samego siebie – dla czego ludzie umieją ze sobą rozmawiać, przy tym śmiejąc się i ciesząc. Ja też tak chce i wiedziałem, że w domu nikt mi nie pomoże. Mój najlepszy przyjaciel Maro poradził „Patryk idź do psychologa”. Na początku nie brałem tego rozwiązania pod uwagę i myślałem, że poradzę sobie sam… i w tym samym czasie zwolniłem się z pracy, bo nie mogłem wytrzymać emocji które doprowadzały mnie do płaczu, w związku przestało mi się układać, w domu słabe relacje, nie mam kolegów… Na całe szczęście zwątpiłem w swoje umiejętności „samodzielnego radzenia samemu sobie” przypomniały mi się słowa mojego dobrego koleżki 😊

    Poszedłem do psychologa i krok po kroku zacząłem odkrywać co się ze mną dzieje. Dla czego postępuję w określony sposób, schematy. Myśli stają się coraz bardziej jasne. Okazało się, że jestem dobrym człowiekiem, tylko źle wychowanym w środowisku OJCA NARCYZA. Moje pasje i zajęcia które sprawiały mi przyjemność zostały porzucone, po to by pomagać narcyzowi i robić tylko to co on chce. Dodam, że używał szantażu emocjonalnego i wzbudzał poczucie winy. Zauważył że bicie nie jest skuteczne i nawet powiedział tak –„on nikomu krzywdy w tym domu nie robi, bo nikogo nie bije” Wychowanie moje było tak ograniczone na słowa świata zewnętrznego, że słowa narcyza działały na mnie jak czerwona płachta na byka! I dodam, że te wpojone we mnie „wartości” nie pozwalały mi nikomu o niczym mówić. Rodzina dysfunkcyjna!!! Ojciec jest pracoholikiem i wkręcił w swój świat matkę, moje siostry, mnie i babcię… czyli wszystkie osoby, które umiał wpędzić w poczucie winy, a następnie narzucać tak zwane: „wartości rodzinne przekazywania z pokolenia na pokolenie” Każdy mu ufał, bo tylko on pracował na rodzinę i przecież – „bez niego nic tu by nie było”, „bez niego nie było by pieniędzy”, „bez niego nie miał bym przyszłości, bo on mi zapewnił wszystkie warunki”

    Nadal chodzę do psychologa, raczkuję i próbuję stawiać małe kroczki… Zacząłem pomału przyznawać się do popełnianych błędów. Jestem człowiekiem omylnym i mam przyzwolenie na błąd. Mój błąd nie spowoduje załamania psychicznego. Staram się wychodzić z sytuacji zawsze ze zrozumieniem i chęcią rozwiązania problemu – mimo że to ja popełniłem błąd, to nie zwalam odpowiedzialności na innych. Nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi.
    Nie daje się narcyzowi mojemu ojcu, weryfikuje jego myślenie i nigdy go nie usprawiedliwiam. Jestem empatyczny dla niego, ale nie daje sobą manipulować emocjonalnie.

    Narcyz ojciec ma słabości, które mogę obrócić przeciwko niemu, ale pamiętam – jest to bardzo delikatne i lepiej tego nie wykorzystam, bo stanę się taki jak on. Traktuję go jako osobę, nie ojca-nie wywyższam go z szeregu. W celach obronnych wykorzystuje argumenty „całego świata”. Jeżeli się nie podoba to narcyzowi, to niech sobie pokrzyczy na mnie, pogada coś, nawet niech się denerwuje… Ja chce wychodzić z sytuacji ze zrozumieniem siebie samego. A narcyz tylko umie wykorzystać słabości moje i mojej rodziny by osiągnąć mój cel. To nie mój problem.

    Nie chce stać się nieempatyczny dla innych ludzi, ale muszę znaleźć rozwiązanie żeby być stanowczym w domu i nie reagować na te wszystkie psychologiczne zagrywki. Problem w tym, że w tej rozgrywce poruszane są emocje związane z: rodowodem rodziny, śmiercią, żalem, bólem, użalaniem się nad samym sobą i opowiadaniem jakim kto jest piękny… i wszystkie te rzeczy po to by mój ojciec, moje życie mógł przeżyć za mnie i to do tego całkowicie nieświadomie w jego głowie.

    Strachem, presją i generowaniem złych emocji nikt już mnie nigdy nie zmotywuje do działania!!!

    • Psychology of Life - Agnieszka pisze:

      Bardzo dziękuję za podzielenie się swoją historią. Jest Pan dowodem na to, że można zawalczyć o siebie pomimo wszystko i na przekór każdemu. Jeszcze raz dziękuję i mam nadzieję, że zostanie Pan ze mną dłużej. Pozdrawiam, Agnieszka

  6. Ewa pisze:

    Czy jest możliwe zbudowanie relacji z narcystycznym rodzicem?

    Ja w terapii jestem już od kilkunastu lat. Postępy zrobiłam ogromne, bo zaczynałam poważnego epizodu depresyjnego na poziomie utrudnionej możliwości do wyjścia z domu, a teraz mam pracę i nawet odważyłam się poczynić kroki do jej zmiany. Ale jeszcze dużo pracy przede mną i właśnie ostatnio zacięłam się na problemie relacji z moim ojcem. Już myślałam, że jest dobrze, że on już nie może mnie wyprowadzić z równowagi i nawet mogłam czerpać radość ze wspólnie spędzanego czasu. Jednak jemu ostatnio udało mu się mnie doprowadzić do takiego stanu, że wykrzyczałam mu, że nie ma prawa mieszać się w moje relacje z innymi ludźmi i że dla nie wszyscy są źli, a on jest jedynym “ideałem bez skazy”, że czas na wychowywanie mnie już dawno minął (mam 37 lat), że zrujnowali mi z mamą życie przez to, że nigdy nie umieli się dogadać. On oczywiście na wszystko miał odpowiedź kompletnie zdejmującą z niego odpowiedzialność, więc się rozłączyłam. Czasami myślę o zerwaniu kontaktu, ale ta koncepcja na chwilę obecną mnie nie przekonuje. Zresztą, poza rodziną i moim partnerem nie mam wokół siebie ludzi, u których mogłabym szukać wsparcia w sytuacjach kryzysowych i jakkolwiek czasami to wsparcie od jest obarczone ogromnym emocjonalnym kosztem, to jednak w sytuacjach ekstremalnych zawsze ktoś pomoże. Wiem, że brak przyjaciół, którzy mogliby być taką rodziną zastępczą, wynika z tego, że w jakimś momencie zupełnie się od ludzi odcięłam i nadal mam trudności, żeby komukolwiek, poza moim partnerem, zaufać. No więc jakoś tam próbuję sobie tą moją własną rodzinę posklejać na własne potrzeby, ale niestety już od dłuższego czasu zdaję sobie sprawę, że jestem jedyną osobą, która wkłada pracę w te relacje. Z drugiej strony są tylko oczekiwania, których już mi się nie chce spełniać (chociaż podświadomie nadal od czasu do czasu próbuję). Czy to w ogóle możliwe, żeby taka jednostronna praca przyniosła zadowalający efekt? Czy też już zawsze będę skazana na te momenty, kiedy ktoś z moich bliskich próbuje mi udowodnić, jak beznadziejna jestem i akurat uda im się trafić tak, że naprawdę zaboli?

    • Psychology of Life - Agnieszka pisze:

      Jest Pani bardzo ważną osobą. Proszę dać sobie czas i małymi kroczkami budować to, co jest Pani ważne. Nie stanie się od razu. Terapia potrzebuje czasu. Serdecznie pozdrawiam, Agnieszka

  7. Justyna pisze:

    Jestem jeszcze w relacji z narcyzem, ale na etapie rozwodowym.
    Mam jedno dziecko z nim, jedno przez niespełna 10 lat przysposobił – teraz odtrącił mojego syna z pierwszego związku – mówiąc , ze nie ma nic do niego – jest dla niego powietrzem.
    Póki co mieszkamy razem (ja dzieci i narcyz) – on jest w zwiazku z inną kobieta od 3 lat, randkuja sobie, po randkach, wyjazdach odwozi ją do byłego męża (kobieta ta dla mojego męża narcyza juz wziela rozwód). Tamta kobieta czeka – nie wiem na co, chyba na nasz rozwód.
    Jak mąż-N wyjezdza na randki, okłamuje i mówi,ze jedzie coś zjeśc, albo,ze jedzie pośmiać sie z kolegami i wróci rano – i takie tam.
    Jak wraca z sex-wypadu – podchodzi do córki i mówi,ze bardzo ją kocha, i ja pyta czy o tym pamięta??
    po czym bierze prysznic i udaje sie do swojej sypialni, która była nasza – zamyka sie tam i siedzi do czasu wyjscia do pracy lub kolejnego sex wyjścia.
    Jest zupełnie poświęcony kochance – wyjazdy , kawki , kolacje itd.
    Do córki zadzwoni z takiego wyjazdu, z kilkoma pytaniami – co robi ,gdzie jest i to wszystko.
    Nigdy jej nic nie kupił, nie zabrał do zabawkowego sklepu, w wakacje nawet ani jednego dnia nie był z nią – nigdzie.
    Nie umiem ją ściemniac, i gadać , ze tatuś ja kocha – bo to kłóci sie z tym co widze i myśle.
    On nie kocha nikogo ( na mnie się wypiał jak powili zaczęłam mu mówic, o defektach – w relacji jego z rodzicami , o jego uzależnieniu finasowym od ojca itd)- prócz swoich seksualnych potrzeb.
    Teraz narcyz odwala się w białe koszule i udaje machomena – jest czarujący to fakt.
    jego ojciec to też narcyz ktory całkowicie przysposobił sobie syna – zawładnął jego tożsamość – ostatnim jego życzeniem było to ,zeby jego syn miał swoje towarzystwo, a nie tylko “kochanie i kochanie”
    Ojciec narcyz nie był szczęsliwy jak widział szczesliwego syna – bo byl taki etap w naszym zyciu.
    potem oboje zaczeli wyszukiwac we mnie wszystko co sie dało – a ja oddana rodzinie – na dobre i złe – granice były przekraczane wielokrotnie – az w koncu miarka sie przebrala.
    szantaze policją, sądami – non stop.
    Teściowa – zona narcyza mistrza – zatraciła sie totalnie – jak pisze do niej,ze mam dowody zdrady syna , ze oszukiwał nas – jej odpowiedz to “i co z tego??””

    ale – CÓRKA moja najukochańsza
    Jak ją wesprzeć w tym co ona teraz przechodzi?

    Jak wesprzec ja w tej drodze??
    ona patrzy na to. nie mogę milczeć i jej kłamać.zatajać prawde??

    ona słucha “dziadka” – który jej kiedys powiedzial,ze tata z mama sie nie mogą kochać, bo juz miłości nie ma w tym wieku.
    mówia wszyscy ze nie moge ograniczyć kontaktów z dziadkami, bo pewnie ja na swój sposób kochają!!
    Ojciec Narcyz musi dowozic moja córke do dziadka narcyza, bo takie zyczenia maja dziadkowie.
    wszyscy opisują narcyzów
    a co z nami? z dziećmi będącymi koło nich???
    jak je chronić, jak tłumaczyć???

    • Psychology of Life - Agnieszka pisze:

      Jest Pani bardzo silną osobą i tę siłę Pani buduje. Jest Pani wartością i tę wartość przekazuje. Warto zastanowić się nad terapią. Dziecko również potrzebuje rozmowy z kimś kto inaczej patrzy na pewne sprawy. Serdecznie pozdrawiam, Agnieszka

  8. Asia pisze:

    Mam 17 lat. Mój ojciec jest narcyzem. Na dodatek jego rodzina (dziadek i ciotka) również. Jestem otoczona tymi toksycznych ludźmi. A ponieważ jestem pierworodną i na dodatek z wyglądu bardzo do niego podobną jest ogromna nagonka na mnie. Jjestem kartą osobą i takim “buntownikiem” dlatego zawsze się im sprzeciwiałam. Moje relacje z ojcem są okropne. Prowadzimy wojnę a ostatnio olałam toksycznych dziadków (zamiast rozmawiać o szczegółach mojego życia bo tak uwielbiają się do niego wtrącać i wysluchiwac jak mam żyć) i dlatego już że 3 miesiące się do sobie nie odzywmy. Czuje że on mnie nie zawodzi ale w sumie to że wzajemnością. Nie mogę na niego patrzeć ani słuchać. Przez cały mój dziecięcy wiek nie miałam prawa mieć własnego zdania i lubić coś innego niż oni. Nie miałam prawa ich nie kochać i źle o nich myśleć. Czasem nie wiem co jest prawdą a co nie. Żal mi się strasznie robi jak moja mama psychicznie przy nim upada. Mam jeszcze młodszą siostrę, dlatego próbuje się nią zaopiekować jeśli chodzi o jej dosrastanie. Staram się aby nie słuchała kłótni rodziców oraz bzdur ojca. Aby była odporna na jego manipulację. Moją mamę też próbuje w tym uświadamiać. Pokazuje i tłumacze jej jak ma z nim podchodzić I aby się mu nie dała, żeby traktowała to jak małe dziecko które obraża się o każdą pierdółke. Sama dostałam skutków tego wychowania… on mnie traktuje jak śmiecia. Ja dostałam bardzo niskiej samooceny i fobii społecznej. Nie potrafię się odnaleźć w społeczeństwie. Nikomu też nie ufam bo boję się że trafię na narcyza. Dlatego staram się aby siostra nie skończyła jak ja na razie. Mam tyle życia przed sobą a ta fobia, brak miłości rodzinnej i przyjaźni powoduja coraz gorszy moj stan. Coraz bardziej czuje się samotna. Wogule nie mam przyjaciół. Nienawidzę swoich urodzin i świąt. Zawsze wtedy jest walka z toksyczną rodzinką ojca z nim na czele. A co ja mogę zrobić? Nie traktuje ich poważnie. Walczę z nimi o swoje. Staram się bronić moją mamę i siostrę przed nimi ale czasami nikt poważnie mnie nie traktuje. Nigdy nie tańczę tak jak oni mi zagrają, dlatego już mam od nich przypisane kilka pięknych cech typu arogant, ham, a nawet psychol (kiedyś mi ojciec mówił że jestem tak zła że z pewnością się na niego z nożem rzucę). Co mogę począć mając zaledwie 17 lat, gdzie muszę z nim żyć pod jednym dachem?

    • Psychology of Life - Agnieszka pisze:

      Pani Asiu bierzesz na swoje barki bardzo dużo powinności. Czas zająć się sobą i pozwolić, aby inni zadbali o siebie. Nie musisz być rodzicem dla swoich rodziców. Masz prawo być dzieckiem. Z tego co czytam nosisz w sobie wiele siły i odpowiedzialności, co przyczynia się do wielkiej samoświadomości. Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej dojrzałości – czas wykorzystać ją dla siebie. Serdecznie pozdrawiam, Agnieszka

  9. Bernadetta pisze:

    Też mam narcystycznego Tatusia ale to nic co tu przeczytałam, alimenty – “Tylko wyrodna córka tak mogłaby” (nie płacił na mnie nic 2 lata bo “nie złożyło się”. Wyrzucił z zespołu muzycznego którego był szefem za te właśnie alimenty. Wyrzucił z rodziny ze swojej strony bo “stoję za mamą”. Rozdziela mnie z bratem niepełnosprawnym której manipuluje, mnie też manipulował ale udało mi się uciec. Pieniądze i pieniądze, matka nic nie robiła, piekarnik sam piekł ciasta i robił obiady a półka w lodówce jest podzielona na dobre dziecko posłuszne ojcu i te które jest przeciw mu i jeść z niej nie może. Obzywa ją u jej byłych znajomych a potem oni chodzą o gadają obcym że jest dziwką. Robi w dniu poprzedzającym urodziny córki wymeldowanie jej i matki a dzień później wysyła 100 zł jako prezent. Robi dług 30 tysięcy matce z niepełnosprawnym dzieckiem która poświęciła pracę na rzecz dziecka. W sumie wolalabym by mnie bił, mogła bym pokazać siniaki a jak mogę pokazać że mnie maltretuje psychicznie i dla wszystkich się liczy że zarabia, że prawnik i samochód prawo jazdy. Ojciec roku. A to tylko niektóre rzeczy jakie nam zrobił. Niech każdy zapamięta że za pieniądze miłości się nie kupi.

    • To prawda. Żadna fortuna nie jest w stanie zrekompensować nam krzywd jakie od określonej osoby doznaliśmy. Czytając Pani komentarz zwróciłam uwagę na słowa o tym, że gdyby była przemoc to byłby dowód. Jednak proszę nie zapominać o tym, że o przemocy psychicznej trzeba również mówić. Głośno mówić. Choć nie ma śladów, to jednak dowody same się bronią. Najważniejsze, żeby zatroszczyła się Pani o siebie i zrobiła wszystko co jest możliwe aby o siebie zadbać. I tego Pani życzę. Pozdrawiam.

  10. Magda pisze:

    Życie w tatusiem narcyzem jest koszmarem. Zazdroszczę tym którzy się otrząsnęli szybko, mnie to zajęło ponad 40 lat i doprowadziło do głębokiego załamania psychicznego. Dopiero wtedy poszłam na terapię, dopiero wtedy z pomocą lekarza przyjrzałam się mojej rodzinie i zobaczyłam rzeczy których nie chciałam widzieć wcześniej. Byłam przez lata u rodziców sprzątaczką, ogrodnikiem, zmywaczką, dostawcą zakupów, pielęgniarką, spluwaczką dla tatusia. Niszczono wszystkie moje związki bo tatuś był zazdrosny a mamusia nigdy nie stanęła w mojej obronie. Nigdy nie usłyszałam “kocham Cię”, nigdy żadnej pochwały. Mój ojciec zrobił sobie ze mnie drugą żonę a matce to bardzo odpowiadało.
    Dwa lata temu zerwałam kontakty z nimi, jestem w szczęśliwym związku od prawie sześciu lat. Planujemy wyprowadzić się daleko od nich nikogo nie informując dokąd, bo w tym samym mieście boję się chodzić po ulicach, a czuję się dobrze gdy jestem daleko na wakacjach, wreszcie mogę oddychać bez strachu.

    Terapeutka powiedziała że cudem jest że dałam radę bez szpitala, leków i psychiatry. Fakt to cud. I choć w mojej głowie ciągle brzmią głosy krytyczne moich rodziców, to jednak z każdym miesiącem są coraz słabsze i coraz wyraźniej słyszę własny głos, własne opinie i samą siebie.

    • Brawo!!! Jest Pani wzorem i gwarancją na to, że można. Jeśli chce się zadbać o siebie to naprawdę można. Bardzo się cieszę z Pani szczęścia i życzę ucztowania życia. Ściskam gorąco.

      • Magda pisze:

        A ja dziękuję za artykuł, bo osoby takie jak ja po długotrwałej indoktrynacji, mają problemy z ufaniem własnym uczuciom i opiniom. Wychodzenie uzależnienia od innych osób to proces, który trwa długo i potrzeba wsparcia. Takie artykuły są wsparciem, w chwilach zwątpienia, gdy myśli “a może nie było tak źle” “a może to ja jestem zła” zaczynają nas atakować. Pomogły mi: moja dorosła córka, kochający partner, terapia, artykuły, książki oraz nauka kochania siebie.
        Pozdrawiam ciepło i mam nadzieję że mój wpis komuś pomoże 🙂

  11. Ania pisze:

    Jakże przydatny artykuł na temat profilu narcyza! Wasze komentarze jakże bliskie są mojemu doświadczeniu! Mój ojciec narcyz- alkoholik nie żyje od kilku lat, jego choroba spadła niespodziewanie i dosłownie w przeciągu kilku tygodni odebrała mu życie. Mieliśmy czas na pojednanie się, sam miał trudne dzieciństwo pełne patologii, a, że był niezwykle inteligentnym, ambitnym, charyzmatycznym człowiekiem to ta strategia manipulacji przynosiła mu korzyści. Był szanowany, lubiany, często uwielbiany wręcz. Zawsze myślałam, że ja byłam jego największą ofiarą, jednak największą ofiarą jest mój brat- który też jest alkoholikiem, to właśnie ich relacja była najbardziej patologiczna. Tata pozwalał mu na picie od nieomal od dziecka, na jego warunkach oczywiście. Zabierał na polowania( często bardzo nielegalne, często nie przestrzegał prawa, a był nad wyraz ambitny- to nie były humanitarne polowania) tłumił jego prawdziwe pasje, pozwalając robić tylko to co on uważał za słuszne. Brat dopiero teraz otwiera oczy i chce się leczyć aby nie zrujnować swojego życia i rodziny. Ja również jestem w trakcie organizacji własnej terapii, mam sporo do przepracowania, nie tylko wątek taty narcyza.

  12. Nana pisze:

    Dziękuję Madziu za Twój wpis!!! Niesamowicie pokrzepił mnie na duchu… Mam syna … mój były partner – jego ojciec jest osobą TOKSYCZNĄ, wydaje mi się, że ma zaburzenia narcystyczne… Dlatego od niego odeszłam!!! Syn ma 5 lat, ale jeszcze nie zdążył przesiąknąć jego naturą/jego osobowością… Mam nadzieję, że uda mi się go wychować na wspaniałego i pełnego empatii człowieka! Bo jego ojciec nie ma empatii za grosz… Mam wrażenie, że on w ogóle nie ma pojęcia czym są uczucia… wręcz po naszym rozstaniu cieszył się, gdy ja płakałam. Wieczne obietnice bez pokrycia, kompletny brak odpowiedzialności… Jak tu ktoś pięknie napisał MIŁOŚCI NIE KUPISZ, za żadne pieniądze! A ja wiem, że moje dzieci mnie kochają!! <3 (Mam jeszcze drugie dziecko, do którego NA SZCZĘŚCIE on nie ma praw). Wierzę, że dam moim synom ciepły i radosny dom, pełen MIŁOŚCI, SZACUNKU i ZROZUMIENIA!! Wierzę, że DAM RADĘ! Do tej pory poddawałam się szantażom, manipulacjom…. Moim życiem rządził STRACH… ten strach dalej mnie budzi… Ale to inny strach… Boję się tego człowieka, bo wielokrotnie mi groził, a nawet szarpał… A za co? Za rzeczy materialne? Bo chciał bym oddała mu telefon, który dostałam w prezencie? … Zrozumiałam, w końcu zrozumiałam, że PIENIĄDZE SZCZĘŚCIA NIE DAJĄ!! Dają je spokój i miłość moich kochanych dzieci!! <3

  13. Kari pisze:

    W odpowiedzi do Justyny…
    Byłam w związku z narcystyczny egoistą przez 13 lat. Dopóki byłam podporządkowana i uległa to było dobrze i musiałam wyglądać młodo oraz by ludzie się mną zachwycali, ale gwiazdą on miał być zawsze. Stosował agresję bierną idealnie i ja zawsze byłam wpędzana w poczucie winny i skakałam wokół niego. Nie zauważyłam kiedy odsunęłam się od swoich bliskich i byłam jak zaprogramowana- tak mną manipulował. Nasi znajomi zawsze byli w tym samym wieku bo narcyz był młody, a ci co zakładali rodziny szli w odstawkę. W pewnym momencie nasi znajomi jednak zaczęli sie starzeć zakładali rodziny, rodziły się dzieci, ja nie mogę ich mieć. Co narcyz robi? Stwierdza że nie pasuje
    już do jego wizerunku od tak. Zrywa w momencie kiedy następna ofiara już jest i to w ciąży. Byłam u psychologa to on mi powiedział że mam i miałam narcyza egoiste pozbawionego empatii. Czytam dużo, słucham filmików z tej tematyki by zrozumieć co robi narcyz z ofiarą i co się z nią dzieje. Małymi kroczkami poruszam się do przodu. Być może było wspomniane, że narcyzi uzależniają ofiarę od siebie.

  14. Krystyna pisze:

    Jestem w trakcie rozwodu z narcyzem. Mamy syna 5 letniego . Mąż chce mi odebrać syna, poprzez znajomości w sądzie, uzyskał bardzo szerokie kontakty z synem . Ciągle przekupuje syna zabawkami, manipuluje nim. Proszę o pomoc , jak ochronić syna przed takim ojcem i dziadkiem , w sądach jestem bezsilna,. Gdzie mam szukać pomocy, ( narcyzm nie jest chorobą , ale kto się z nim zetknoł ten wie że niszczy wokół wszystko). Ja jako matka nie mogę patrzeć i pozwolić by zniszczył naszego syna tak jak zniszczył go jego ojciec z matką. Błagam o jakieś wskazówki, gdzie szukać pomocy

  15. Kamila pisze:

    Ehh.Jestem matką dwuletnich bliźniaczek.Tatusiowi narcystycznemu założyłam sprawę o znęcanie psychiczne, dokujące sprawą karną następnie alimenty, wniosek o jego leczenie i ograniczenie władzy rodzicielskiej.Nie mamy nikogo.Matka narcyzm też ofiara jest atakiem człowieka ale zeznania przeciw niemu by chronić dzieci.Ona mieszka z nim a my w drugim budynku należącym do niej bo takie rozwiązanie wydało nam się najlepsze w naszych okolicznościach.Sprawa dla sądu jest tak trudna, z uwagi na jego przeliczne manipulacje że nie licze już na nic.Dziewczynki ochroniłyśmy na tyle, że przepadają za ojcem ale na sam pobyt z nim się nie zgadzam i zawsze jestem w pobliżu. Jestem na wychowawczym urlopie bez środków do życia gdyż nic nam się nie należy.Tak zamataczył dając zawsze środki w naturze że sąd uważa to za idealne zabezpieczenie dla dzieci. Jestem u kresu sił.Jak narazie wiem jedno.Nikt się nad nami nie pochyli jeśli sama się nie pochyla.Do pracy nam 500 km i brak sił do powrotu.Sama potrzebuje terapii a ponieważ jestem sama z dziewczynami wszelką terapią i leczenie jest wykluczone.Do psychologa jeździmy razem.To mega trudne sprawy.Uchronić dzieci można ale jest to mega trudne jeśli sądy nie staną po naszej stronie i będą przyzwalały na utrzymującą się zależność od takich osób nie dając szans na choćby finansowe odcięcie.To masakra jakaś.Życzcie nam powodzenia.

  16. katzrzyna pisze:

    Bardzo dziękuje za artykuł i cenne komentarze.

  17. Milena pisze:

    Hmm.. Od czego by tu zacząć.. Może zacznę od tego że właśnie dziś w nocy rozmawiając z partnerem uświadomiłam sobie że mój tata jest narcyzem, tak trafiłam na tą stronę, szukając dokładniejszych informacji na temat narcyzmu w rodzicielstwie. Teraz wyjaśnię co sprawiło że w końcu sie obudziłam z letargu w którym tkwiłam dotychczas. W tamtym roku we wrześniu zmarła moja babcia (mama mojego taty) ogólnie bardzo przeżyłam jej śmierć, mówiąc bardzo mam na myśli cudem i sama nie do końca jestem pewna jak to możliwe.. Od koło 7 lat moje życie było dla mnie katorgą, podczas tych lat cierpiałam sama z sobą, jednocześnie coraz bardziej tracąc moje JA, niedługo przed śmiercią babci już prawie siebie nie przypomniałam, działałam na autopilocie robiąc rzeczy i zachowując sie w sposób w jaki nigdy w życiu nie chciałam. Stawałam sie osobą którą przenigdy być nie chciałam i nawet nie byłam tego świadoma, po za nielicznymi sytuacjami w których to do mnie docierało. Oprócz tego cały czas zmagałam sie też z wieloma innymi emocjami, myślami itd. Które prowadziły mnie do coraz większej samodestrukcji. Wpadłam coraz głębiej w czarną otchłań izolując się od ludzi, nawet najbliższych a po czasie nawet od wychodzenia z domu. Nazwała bym ten okres (około rok) już nie życiem a wegetacją. To wszystko co czułam było poprostu efektem który został wyhodowany przez te 7 lat. Oprócz tego w ciągu tego okresu miałam (tak mi sie wydaje ponieważ do konsultacji medycznej nie doszło) 3 epizody depresji, przy czym gdy do nich dochodziło każdy był coraz gorszy i w przeciwieństwie do pierwszego kończyły sie myślami a nawet próbami samobójczymi. Ostatni epizod miałam w wieku 17/18 lat, później mimo pogoreń stanu emocjonalnego miałam,, spokój ” ponieważ były łagodniejsze od tamtych okresów. Ten,, spokój” runął w wieku 22 lat z chwilą śmierci babci. Ten stan w którym sie znalazłam to było piekło, przy którym wcześniejsze depresje to był pikuś. Czułam tak ogromny ból psychiczny do którego po chwili dochodził ból fizyczny, który był równie silny jak ten w głowie i po raz pierwszy rozchodził sie wszędzie, po całym ciele. W pierwszych dniach po starcie tego piekła miałam jeszcze na tyle siły żeby powstrzymywać te ataki histerii gdy ból robił sie tak ogromny że lewo go wytrzymywałam a miałam świadomość że to dopiero początek, jak tego nie powstrzymam i dam temu wybuchnąć to nie wytrzymam i albo oszaleje albo umre ponieważ mój organizm tego nie wytrzyma. Po tygodniu wyglądałam jak trup, i czułam sie jak trup ale miałam jeszcze na tyle sił żeby w ciągu dnia z sobą walczyć. Niestety wieczorami byłam już wykończona i zaczynał sie horror który trwał do 3/4 nad ranem póki nie padałam z wykończenia, wcześniej nie byłam wstanie spać chociaż tylko o tym marzyłam. W ciągu tych nocy całkiem szybko od rozpoczęcia tortur nie byłam wstanie sie poruszyć, odezwać, czy choćby wydać dźwięku, byłam jak posąg. Zero mimiki twarzy, czułam tylko łzy w ogromnych ilościach. Gdyby nie te płynące łzy to w tamtych chwilach nikt widząc ten obrazek nawet by nie pomyślał że płaczę, bo właśnie tak było nie mogłam nawet płakać chociaż w środku wyłam w niebo głosy. Ból rósł coraz bardziej aż nagle przychodził moment w którym przeskakiwal jakby przełącznik w głowie, gdy przeskoczył nie czułam nic, zupełnie, zero czegokolwiek tylko pustka. Jakby wyłączały mi sie emocje, a raczej mózg, bo w tym stanie nie, czułam, nie myślałam, nie reagowałam, jedyne co wtedy było jakimkolwiek bodźcem to wzrok. Także jedyne co wtedy było po za moim ciałem był widok ściany bądź sufitu. Stan ten trwał z każdym razem coraz dłużej przy czym nawet w maksymalnej fazie długości trwania był stosunkowo krótki, potem przychodziło włączenie tego pstryczka i znowu czułam. Codziennie było coraz gorzej, bałam sie o siebie i samej siebie, pojawiły sie obrazy krzywd które zrobili mi inni, przewijały sie w kółko jak film. Film scen życia których nie chciałam wspominać bo były dla mnie bolesne do tego dochodził mój głos, wręcz naturętny i bezduszny który cały czas powtarzał straszne rzeczy kończące sie przekonywaniem do tego abym sie zabiła. W momentach gdy byłam bliska poddania i wykonania rady, ten głos zostawał zagluszony przez przekonananie że to co sobie myślę to nieprawda, za każdym razem krótko mówiąc był to dowód na to że Bóg chce żebym żyła. Nie miałam pojęcia skąd to sie brało i dalej nie wiem jak to wyjaśnić. Gdy pojawiał sie stan odłączenia czucia film zdarzeń dalej sie przewijał, w tamych momentach widziałam moje życie i doświadczenia z perspektywy obserwatora który nie angażuje sie emocjonalnie w to co widzi, bo w sumie tak właśnie było dzięki chwilowemu odłączeniu czucia. Z każdym kolejnym wyłączeniem zauważałam pewne rzeczy których nigdy wcześniej nie widziałam, sytuacje były rozbudowane i było sporo szczegółów, tak jakbym zobaczyła swoje własne dokładne wspomnienia mojego życia a nie tylko zarys sytuacji i zdarzeń które przeżyłam. Mimo całego obrazu życia wnioski nie przychodziły, nie miałam siły ich wyciągać zupełnie wykończona z dnia na dzień coraz bardziej. Jednej nocy zebrałam siły aby sie odezwać, zapytałam Boga dlaczego ja, czemu cały czas pojawia sie w moim życiu ból przez który raz za razem upadam na kolana, gdy tylko sie z nich pozbieram i staje na nogi a z każdym następny upadkiem jest mi coraz trudniej wstać. Prosiłam go o znak, abym zobaczyła dlaczego albo chociaż niech pokaże mi w tym sens, prosiłam o to Boga w którego tak naprawdę nie do końca wierzyłam. Aby dał mi chociaż sens tego wszystkiego jeżeli tam gdzieś faktycznie jest bo tracę nadzieję i wiarę w cokolwiek, prosiłam o dowód, jakikolwiek, nawet błachy. Obiecałam że gdy zobaczę jakikolwiek znak że to wszystko nie dzieje się bez powodu to wstanę z tego gówna i z każdego następnego. Żaden znak tej nocy sie nie pojawił a ja straciłam nadzieję. Kolejnego dnia stan bez zmian, ciąg dalszy piekła, kolejny wieczór a potem noc męki. Właśnie tej nocy w której już straciłam nadzieję, zobaczyłam ten,, film” mojego życia po raz kolejny, tyle że z tą różnicą że po raz pierwszy w życiu dostrzegłam dodatkowo efekty, następstwa wszystkich tych wydarzeń. Po raz pierwszy dostrzegłam pozytywy tej karuzeli bólu. Zobaczyłam lekcje, wnioski i zmiany we mnie samej które przychodziły z każdą krzywdą. Zobaczyłam moje JA które zaczynałam tracić i którego miałam tylko zarys. Dostrzegłam sama w sobie coś co cenie, jakim byłam człowiekiem. Co najważniejsze to zobaczyłam w końcu obraz siebie samej w pełnej okazałości i uświadomiłam sobie że przecież jestem dobrym i wartościowym człowiekiem, z dobrym sercem ceniącym dobro drugiego człowieka tak samo jak własne. Zobaczyłam moją pracę nad własnym charakterem w którą włożyłam dużo wysiłku i wpływ tego co przeżyłam na każdy przełom w moim życiu. Z Każdej tej złej rzeczy wyrządzonej mi przez innych ludzi, sprawiającej mi ból który w jakimś stopniu zostawił mi piętno wyciągnęłam ogromne lekcje. Dzięki każdej z nich nauczyłam sie też pozytywów, nauczyłam sie własnych słabości, ograniczeń które sama sobie postawiłam, moich słabych punktów które dawałam ludziom łatwo wykorzystywać, zobaczyłam cechy które wymagają korekty aby wykorzystać ich pełen potencjał, tego jaka chce być i wiele innych cennych rzeczy które stały sie fundentem mojej własnej pracy nad sobą. Gdy połączyłam wszystko w jedno, każdą rzecz którą zobaczyłam doszłam do wniosku który zaskoczył mnie samą a mianowicie to że gdybym w tym momencie mogła cofnąć czas i zmienić swoje życie aby uniknąć tego wszystkiego co przeżyłam to nie skorzystała bym z okazji. Doszłam do wnosku że to jest moją siłą, nie musi być wcale karą bądź czymś traumatycznym to zależy tylko i wyłącznie od mojej perspektywy patrzenia na to wszystko. Stwierdziłam również że stałam sie człowiekiem takim jakim chciałam sie stać a nawet że udało mi sie wypracować w efekcie dążenia do mojego celu, dodatkowe cenne rzeczy których nawet nie brałam pod uwagę mając zniżone poczucie własnej wartości. Pierwszy raz w życiu zupełnie szczerze spojrzałam na siebie pozytywnie bez krytyki, oceniania, itd. I pierwszy raz w życiu poczułam się dobrze z tym kim i jaka jestem, doceniłam cokolwiek co zrobiłam a przede wszystkim polubiłam siebie. Kolejnego dnia koszmar zaczął ustępować, czułam jakbym wracała do życia, kolejne kilka dni później, po 16 dniach piekła wróciłam do normy. Tak właściwie to nie normy a pierwszy raz od nawet nie pamiętam kiedy, poczułam się tak dobrze, jakbym dopiero zaczynała żyć. Świat stał sie inny, ja stałam sie inna, poprostu trochę gdybym raptem obudziła sie z koszmaru i poczułam wiarę w to że będzie coraz lepiej, byłam szczerze zadowolona z tego że żyje po raz pierwszy od bardzo bardzo dawna, z upływem czasu wszystko powoli rozkwitało. Zrozumiałam że w znacznej mierze ja sama byłam własną przeszkodą do szczęścia. Udawałam że uporałam sie z przeszłością, swoim bólem, później to samo robiłam z nowymi które sie pojawiały,wmawiałam sama sobie że tak jest aż uwierzyłam i stało sie to normą po czasie przychodzącą mi nad wyraz szybko i łatwo. Tak naprawdę zamykałam to głęboko w sobie w klatce pod klucz. Dostrzegłam swoje automatyczne działania obronne, jak i na co reaguje, w jaki sposób itd. Poprostu zobaczyłam swoją sztuczną tarczę którą stworzyłam aby nie pokazywać prawdziwych emocji, uchronić sie od zranienia i w końcu tak aby mniej odczuć cios gdy przyjdzie. Zaczęłam pracę nad tym wszystkim żeby automat przestał działać, zaczęłam panować nad tą tarczą, wiedziałam poprostu że jak już to widzę muszę zacząć nad tym panować bo straciłam kontrolę. Moja tarcza stała sie czymś co zjadało te prawdziwe JA schowane pod spodem. Przejęło kontrolę i nawet nie zauważyłam kiedy. Gdy opanowałam staram sie to zlikwidować całkowicie bo wiem że to w dużej mierze mnie unieszczęśliwiało, blokowało. Jednocześnie cała sytuacja po śmierci babci nie dawała mi spokoju, chciałam odpowiedzi jakim cudem, co wtedy przeżywałam. Mam też świadomość że cała sytuacja którą przeżyłam jest wręcz apstrakcyjna. Tak więc od ponad pół roku rozmyślam, analizuje to wszystko, szukam informacji na temat psychiki ludzkiej itd. Żeby chociaż w jakimś stopniu zrozumieć co sie wydarzyło, póki nie będę w stanie udać sie do specjalisty. Mam świadomość że to co sie ze mną działo w ciągu lat wymaga więcej niż jedna wizyta. Za trzy miesiące w końcu będę miała warunki finansowe podjęcia tego kroku. Ale cała sytuacja wraca do mnie zostawiając pytania które są wręcz nurtujące. Zaczęłam słuchać siebie i szukać informacji. Dowiedziałam się że stan w którym byłam w żałobie to najprawdopodobniej ciężka depresja, która wymaga konkretnego leczenia farmakologicznego i psychiatrycznego. Tym bardziej zaczęły pojawiać sie pytania jakim cudem sama z sobą dałam radę. Każda nowa informacja budzi ciekawość. Odkąd zaczęłam słuchać sama siebie i szukać informacji, poszerzać wiedzę na temat, problemów, potencjału psychiki, rzeczy które odbijają sie na psychice, jakich efektów często człowiek nie jest świadomy itd itd. Takim sposobem pomału znalazłam odpowiedź czemu całe życie czułam sie inna, widziałam więcej niż moi rówieśnicy itd. Trafiłam na artykuł o ludziach wysoko wrażliwych, zgłębiłam się w temat i okazało sie że to nie problem ze mną tak jak myślałam dużą część swojego życia i sie obawiałam. Zgłębiając się w temat znalazłam wiele odpowiedzi co do własnych uczuć czy postrzegania świata których nie rozumiałam. Gdy w końcu po 23 latach w końcu zrozumiałam że prawdopodobnie jestem osobą wysoko wrażliwą, nie jestem odchyłem od innych ludzi i to zaakceptowałam, poznałam możliwości itd. W końcu poczułam spokój ducha w pełni. Od tej chwili efekty które zaczynały kiełkować od czasu gdy tamto piekło minęło, rozkwitły a ja czuję sie świetnie. Całość jest dla mnie zupełnie nowa, nigdy sie tak nie czułam. W końcu pierwszy raz w życiu poczułam że żyje naprawdę, chce żyć, sprawiać aby to życie było coraz lepsze, pracować nad sobą by sie rozwijać, dokończyć sprawy przez które cierpiałam tak długo. Pierwszy raz w życiu mam ambicje, motywację, chęci i siły a wręcz potrzebę rozwoju. Dla samej siebie, dla mnie nie dla kogoś pierwszy raz w życiu. W ostatnim czasie zaczęłam patrzeć obiektywnie na moją rodzinę. Konkretniej na tatę, zdałam sobie sprawę że go idealizuje, że w pewnym momencie stało sie to wręcz robione na ślepo, broniłam go, usprawiedliwiałam jego czyny, niektórych nawet nie widziałam. Dotarło do mnie że nie chciałam widzieć i w pewnym momencie to też weszło mi w działanie automatyczne które przestałam kontrolować a później nawet dostrzegać. Spostrzegłam fakt idealizowania jego osoby jak, po ponad 15 latach rzucił pracę w której jeździł na delegacje i znalazł pracę niedaleko domu, został na stałe. Mimo że nie mieszkam z rodzicami zaczęłam czasem wyłapywać prawdę którą odpychałam automatycznie. Efekt był taki że nie atakowałam ślepo kogoś kto próbował powiedzieć mi o jakimś fakcie co do jego osoby. Wcześniej broniłam go mimo tej świadomości która sie tliła we mnie, gasilam ją i tłumaczyłam wszystko sama sobie go usprawiedliwiając. Czyli efekt jego bycia na stałe w domu i mojej niby świadomości był znikomy. Do czasu mojego przełomu w życiu po depresji. Moja mama (osoba dzięki której walczyłam żeby żyć przez ostatnie 7 lat) osoba dla mnie najważniejsza na świecie, której zawdzięczam sporo cech które cenie w sobie najbardziej. Kobieta dzięki której było we i mojej młodszej siostrze tyle dobra, która całe życie dawała nam miłość za 2 gdy taty nie było ( i nie tylko, całe multum rzeczy miałyśmy z siostrą dzięki mamie i jej staraniom których byśmy nie otrzymały bez jej poświęcenia) dostała udaru. Nigdy nie chorowała, nie skarżyła sie, nie chodziła do lekarzy, 45 letnia kobieta dostała udaru a ja telefon od babci ( jej mamy) że mama jest w poważnym stanie w szpitalu, z bezpośrednim zagrożeniem życia. Jedyne obiektywne oceny zachowania mojego taty które potrafiłam wydać bez wachania, usprawiedliwień, czy wyrzutów sumienia, dotyczyły właśnie złego traktowania mamy, bądź tego że jego czyny i ignorancja odbijały sie na mamie bo walczyła dla mnie i siostry gdy on był w swoich delegacjach. Gdy dowiedziałam się o jej stanie od babci nie od taty tak pojawiła sie złość na niego dzięki której otoczka w mojej głowie zaczęła pękać bardziej, zaczęłam od tego momentu patrzeć trzezwiejszym okiem na jego działania, żeby chronić mame przed jego błędami. Mama zachorowała w grudniu 2020r. Minęło pół roku dzięki determinacji i ciężkiej pracy udało jej sie (mimo opinii lekarzy że nie da rady tego zrobić) zwalczyć efekty udaru, czyli paraliżu różnego stopnia nasilenia, lewej strony ciała. Ale mnie cały czas męczyło przeczucie że coś jest nie tak, że mama niby już jak wcześniej ale jednak nie.. Widziałam jak marnieje, jak prawie nie okazuje emocji, często miałam wrażenie odwiedzając ją jakby coś wyssalo z niej wszystko. Czasem bywało to mniej widoczne, było poprostu w mniejszym nasileniu, innym razem była właśnie całkowicie wypruta. Zauważyłam że unika zostania ze mną sama, odwraca ode mnie wzrok albo nawet prawie nie patrzy w moim kierunku, zaczęła się ode mnie odsuwać.. Co jeszcze bardziej spotegowalo moje obawy i utwierdziło mnie w przekonaniu że mam rację. Doszłam do wniosku że o czymś nie chce mi powiedzieć i boi sie że ja sama wywnioskuje bo mnie jedynej nie oszuka. Zaczęłam przyglądać sie zachowaniu taty jak tylko zobaczyłam te niepokojące zachowanie mamy. Zauważyłam że często wypowiada się za nią, obraca sytuacje i słowa w taki sposób że mama wychodziła na nieporadna, rozkojarzoną, jakby stała sie strasznie zapominalska, dawał do zrozumienia że po tym udarze straciła na sprawności intelektualnej.. Obserwując go przy każdej wizycie zauważyłam ten sam schemat mówienia o mamie tylko w trochę innych sytuacjach np. Ale wnioski za każdym razem były identyczne. Dodatkowo dziwiła mnie takie przedstawianie sprawy ponieważ gdy mama była bezpośrednio po udarze i faktycznie miała z tym delikatne problemy które zwróciły moją uwagę i wspomniałam o tym tacie to twierdził że mi sie wydaje, przy kolejnym poruszeniu przeze mnie tej kwestii przyznał rację ale stwierdził że to troszkę tylko i zgodził sie ze mną że jest poprawa a tej kwestii. A raptem jakiś czas później zaczął opowiadać o niej w taki sposób gdy ja widziałam poprawę w tej kwestii w której z początku zaprzeczał. W dodatku tak jakby to wszystko sie nasiliło zamiast poprawić. Ograniczał jej spotkania ze mną czy babcią, bądź innymi bliskimi tłumacząc że prawie nie ma odporności po udarze i boi sie że zachoruje, nie widziałam w tym problemu ani nic dziwnego, dopóki nawet w dzień wigilii zaczął kombinować żebyśmy jednak sie nie spotkali na wigilii bo mama sie zaraz.. Wtedy już wręcz czułam jakby na siłę starał sie przedłużyć moment kiedy sie zobaczymy z mamą. Gdy doszło do spotkania i zobaczyłam w jakim jest stanie i pogarszaniu tego przy innuch spotkaniach już wiedziałam czemu. Gdy była w złym stanie wmawiał mi że wszystko jest dobrze, gdy była poprawa pod jakimiś względami zaczął wmawiać mi te brednie, słuchając tego któryś raz z rzędu odnosiłam wrażenie jakby dawał do zrozumienia mi, mojemu narzeczonemu i samej mamie że po udarze stała sie nie w pełni sprawna umysłowo.. Widziałam że kłamie więc tym bardziej widząc całokształt stwierdziłam że faktycznie to może być jego wina że mama jest w takim stanie psychicznym, tyle że nie rozumiałam po co on mi to wmawia.. Byłam na niego zła ale reagowałam delikatnie w takich sytuacjach, podczas odwiedzin czułam sie tam niechciana, niemile widziana, chociaż niby grał chwilę że super, a mama unikała kontaktu do minimum. W końcu w święta wielkanocne zachował sie w obec mamy okropnie, krzyczał na nią, dał jej do zrozumienia że on pracuje bo ona siedzi na dupie, dodatkowo zachował się ponizajaco względem niej, widziałam że mama zrozumiała to tak samo jak ja i jak bardzo ją to zabolało, wyszła z pomieszczenia z łzami w oczach, płakać do łazienki żebyśmy nie widzieli.. Później jeszcze zachowywał sie źle w stosunku do niej, czepiał sie, próbował sprowokować dopiero jak dostanie zwróciłam mu uwagę na jego zachowanie, że widzę jego zamiary i dodatkowo psuje atmosferę że aż niemiło sie siedzi to zbastował ale, szybko sie ulotnił na dłuższy czas, wyszedł z domu poprostu co też było według mnie podejrzane. Miesiąc temu będąc i nich w weekend poruszyłam pewną kwestie która również według mnie była wyolbrzmiona z jego strony, wstawiłam po stronie mamy i wyraziłam swoją opinię na ten temat. Wyszła z tego awantura bo zaczął mnie atakować, uderzył w każdy najbardziej bolesny punkt. Krótko mówiąc w mamę i mój stosunek do jej stanu, zakpił ze mnie gdy sie odniosłam do jego zarzutu robiąc ze mnie idiotke, w nerwach dając sie sprowokować przytoczylam mu jego zachowanie w stunku do mamy, wyparł sie twgo, zasłaniając sie mamą, żeby zaprzeczyła czy tak powiedział, gdy tyllo dostał od mamy poparcie do konkretnego pytania obrócił całą sytuację przeciwko mnie robiąc ze mnie kłamce i po raz drugi postawił mnie w pozycji głupiej osoby, gdy twardo trzymałam swojego obrócił temat wypomnajac mi błąd popełniony w wieku 16 lat do którego między innymi sam się przyczynił, byliśmy w większym gronie plus dalej byli ludzie a on wręcz specjalnie bardziej uniósł głos nazywając rozpoczęcie palenia marihuany słowami że w życiu sie tak nie zawiódł na nikim jak na mnie gdy zaczęłam ćpać.. (wiem że celowo tak to ujął żeby ludzie niewtajemniczeni odebrali to w tym gorszym kontekście, ponieważ nigdy wcześniej nie określił tego w taki sposób) Była z nami moja prawie 3 letnia córka, a on to wykrzyczał, stawiając mnie przed obcymi ludźmi w takim świetle nie innym właśnie z zamiarem pokazania tym obcym ludziom fałszywego obrazu mojej osoby.. Płacząc już pokazałam mu że mnie zranił to dobił kolejną szpile która zaboli tak samo jak ta wcześniej a może bardziej, po czym poprostu ze mnie zakpił.. A tamtym momencie odeszłam stamtąd z córką z płaczem cała roztrzesiona bo pięknie mi przypomniał swoje zachowania w stosunku do mnie które wypierałam. Później zrobił z siebie ofiarę, zmanipulował mame która była tam i to widziała, obarczajac mnie całą winą łącznie z tym jak on zachował się w stosunku do mnie. Po czym do tej pory traktuje mnie jakbym nie istniała i wcale nie była jego córką. Ja mimo wszystko stwierdziłam że nie będę się z nim kłócić i na prośbę młodszej siostry odpuściłam, w takim stopniu że odezwałam się do niego pierwsza od tamtej kłótni nie oczekując przeprosin ale i bez zamiaru przepraszania jego, dostałam w zamian spojrzenie sekundowe a potem totalna ignorancja jakby mnie nie było.. Podczas całego pobytu dawał mi jasny przekaz bynajmniej dla mnie, że nie jestem mile widziana i czeka aż wyjdę, a póki jestem to on wyjdzie. Tak było przy kolejnych wizytach w których mimo wszystko na wejściu próbowałam chociaż przywitać się z nim słownie, zachowanie jakbym nie istniała i subtelne dla innych a dla mnie i niego jasne znaki jak bardzo mnie tam nie chce. W tym okresie cała ta sytuacja ruszyła lawine, zaczęłam uświadamiać sobie bardzo wiele rzeczy które wcześniej wypierałam co do jego zachowania, przypomniały mi sie sytuacje w których zachowywał sie identycznie. Pamiętam że jak byłam mała, chodziłam do szkoły podstawowej, za każdym razem gdy popełniłam błąd, nadawał mu znacznie podwyższone znaczenie, małe błędy były porażkami, w takich momentach oceniał wszystko pryzmatem tego potknięcia.. A ja całe życie bardzo sie starałam żeby był ze mnie dumny, nie sprawiać problemów, byłam grzeczna często własnym kosztem żeby nie zawieść taty.. Byłam prześladowana od 2 klasy podstawówki przez kilka osób z którymi chodziłam do klasy, reszta sie nie znęcała ale byłam wyrzutiem codziennie cały czas słuchałam obelg, nie wiedział o tym nikt, nikomu nie powiedziałam.. Nie chciałam sprawiać problemu rodzicom, bałam sie reakcji taty, bałam sie że albo mnie obarczy za słabość i znowu zobaczę wzrok pełen pogardy i obrzydzenia którym często mnie raczył w przypadku, mojej słabości, błędu, innego zdania, bądź jeśli coś odbiegało od tego czego oczekiwał.. A jeżeli nie to złość i pogardę to że zignoruje to co mu powiem, bo tak też często sie działo.. Od tego czasu gdy zaczęłam walczyć codziennie w szkole tak w praktycznie każdym problemem radziłam sobie sama. Przed lata w ciszy znosiłam codziennie koszmar udając, bałam się stracić jego miłość a często nawet nie miłość tylko obojętność na moją osobę bo już wtedy miałam świadomość że nie dostanę jej od tak i mogę liczyć na obojętność, chyba że coś będzie nie tak jak chce, wtedy, będzie pogarda, robienie ze mnie bezmozga, uderzenie w najgorsze opcje które zabolą z jego ust… Często był cały zestaw w połączeniu, czasem ograniczało się do 1/2 ataków nie każdego ale to w lepsze dni chyba.. Nie byłam słaba zdawałam sobie sprawę że mogła bym szybko ukrucic dziewczyny które mnie prześladowały ale bałam sie relacji, że nadrobię sobie tym broblemow w szkole i efekt reakcji taty będzie podobny, tak więc zaciskalam zęby i znosiłam dzielnie dzień po dniu. Dopiero po latach, zdałam sobie sprawę że poprostu łatwiej było mi znosić 5 osób dzień w dzień niż narazić sie na możliwość jednorazowej konfrontacji z tatą. Od lat to działa w taki sposób, coś jest wbrew tacie, nie spodoba mu sie dana rzecz, chwilę gdy pokazywałam tą słabość bo już nie wytrzymałam, miałam inne zdanie od taty, bądź za bardzo jestem przy nim sobą bo sie zapomne i szybko dostaje przypomnienie ile jestem warta i gdzie moje miejsce. Często podczas rozmowy gdy byłam już pełnoletnia, wyszło że powiem coś mądrego, mam rację, wypowiedź której użyłam po wypowiedzi taty była z wyższym poziomie niż jego szybko przypominał że gówno wiem i jestem głupia. Potrafił tak robić przy moim chłopaku nawet, stawiał mnie w gorszym świetle niż on, nigdy nie mogłam być w jakimś kierunku więcej niż tata.. Ale jednocześnie chciał żebym była jak on.. Jedyne momenty dumy, że czułam cokolwiek takiego były gdy inni ludzie mnie chwalili, albo jak udało mi sie być ponad postawą, gdy publicznie było ogłoszone że jestem w czymś wyróżniona. Pamiętam że już jak byłam mała chroniłam siostrę przed konfrontacja psychologiczna z tatą bo wiedziałam że ona nie da rady, po jak tylko usłyszała suchy ton którym nas wołał na rozmowę do kuchni, zaczynała płakać, stojąc przed nim nie była w stanie sie odezwać często.. Często mimo tego że ja brałam wszystko na swoje barki ona dostawała krzyk i atak bo beczy, ma przestać beczeć ale ona nie mogła przestać, płakała mocniej, wtedy też reagowałam odwracając od niej uwagę. Rozmowy wychowawcze często były jak walka psychologiczna która zadecyduje w jakim stopniu będzie zły. Czasem jak udało mi sie przedstawić sytuację w sposób aby jak najmniej wskazywała naszą winę, manipulując trochę faktami, często kończyło sie tylko pouczeniem bez konsekwencji i jego złości. Zawsze mówił mi wtedy że jest ze mnie dumny bo sama sie przyznałam np. Teraz wiem że był dumny z tego jak pięknie rozwija moje możliwości manipulacji.. Już jako małe dziecko miałam dużą przewagę nad innymi dziećmi, potrafiłam manipulować nimi w takim stopniu że robili wszystko co chciałam. I to właśnie z tego tata był dumny w tamtych chwilach, nie z szczerości. Im starsza tym więcej rzeczy widziałam inaczej bo obchodziły mnie uczucia innych, tak zaczynało coraz częstsze traktowanie mnie źle. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie że tak naprawdę to wyglądało tak a nie inaczej, że przez większość życia boje sie taty, to nie jest szacunek.. Tak samo zaczęły do mnie docierać wspomnienia których miałam jakiś mały łagodniejszy zarys bez szczegółów. Wiele sytuacji wyparłam całkowicie. Tak samo jak swoich uczuć bo było mi wstyd i czułam sie winna przez to że czuję tak nie inaczej. Albo zostawał tak samo jak w przypadku sytuacji, tylko zarys totalne minimum najłatwiejsze do zniesienia. Gdy w ciągu tego miesiąca to wszystko stopniowo do mnie docierało byłam w szoku. Im głębiej wchodziłam w nowe wspomnienie tym wyskakiwało coraz więcej puzzli, gdy pojawiła sie świadomość tego że czułam strach, spiecie i chodziłam często wręcz na paluszkach żeby nie wydać hałasu tak cała reszta poszła błyskawicznie, tydzień dwa tygodnie i złożyłam całą układanke realii tego jak wyglądało dzieciństwo i jaki był tata. W między czasie dużo czytałam na temat osobowości narcystycznej bo poprostu czułam że chce rozszerzyć wiedzę w tym kierunku, gdy już miałam informacje na temat osób wrażliwych i depresji, później czytałam o rodzinach dysfunkcyjnych, efektach wychowywania się w takiej rodzinie, a potem poszłam w kierunku narcyzmu. Wczoraj rozmawiając z narzeczonym opisując to jak ze mną postępował tata, przychodziły raz po raz nowe wnioski, motywy zachowania itd. Aż po kolejnym takim olśnieniu, spadł cały gotowy wniosek że mój tata prawdopodobnie jest narcyzem, potem poszło z górki, sytuację zachowań taty a objawów psychatrycznych nasowaly sie same.. I tak dotarłam tutaj, upewniajac sie w tym czego sumie byłam już praktycznie pewna. Wiem że musze pomóc mojej mamie bo on ją wykorzystuje. I wiem też że zrobię to bo sam mnie szkolił i dam radę pomóc mamie w tym głównie. Najpiękniejsze jest to że w końcu nie ma na mnie wpływu i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Gdy mama będzie bezpieczna i moja siostra, może znajdę rozwiązanie co zrobić z tym czego jestem świadoma, wyciągnąć rękę i pomóc czy sie odciąć. Nie mam pojęcia bo chyba muszę to poukładać zanim zdecyduje.

    • Większa świadomość i samoświadomość przyczynia się często większego zrozumienia tego, czego doświadczaliśmy lub nadal doświadczamy. Choć bywa to długi krok to warto go dla siebie zrobić. Najważniejsze mieć świadomość tego, czego się chce i weryfikować na przestrzeni podejmowanych decyzji, czy oby na pewno o to dobro się dba. Jeśli tak nie jest, to warto szybko wrócić do siebie samego/samej. Dziękuję, że podzieliła się Pani swoją historią. Pani przemyślenia mogą przyczynić się do większego samozrozumienia innych osób. Jeszcze raz dziękuję i cieszę się, że jest Pani ze mną. Pozdrawiam.

Zostaw komentarz

Korzystając z formularza zgadzasz się na przechowywanie i przetwarzanie Twoich danych przez tę witrynę w celu umieszczenia na niej Twojego komentarza.


Skomentuj

ODSZUKAJ RADOŚĆ W KILKU SŁOWACH - CZYTAJ i UCZ SIĘ

DZIENNIK MIŁOŚCI WŁASNEJ

„DZIENNIK MIŁOŚCI WŁASNEJ” to e-book dla każdego, kto chce zacząć siebie kochać. To propozycja dla wszystkich którzy pragną patrzeć na siebie oczami szacunku, zrozumienia, akceptacji i wdzięczności ❤❤❤

(więcej…)

CZYTAJ

ELIKSIR PEWNOŚCI SIEBIE

ELIKSIR PEWNOŚCI SIEBIE, czyli jak pokonać wewnętrzne i zewnętrzne blokady?

Istnieją takie momenty, w których z wielkim cierpieniem na duszy wątpimy w siebie. Nie czujemy się zbyt dobrze we własnej skórze, odczuwamy ucisk w gardle, nogi odmawiają posłuszeństwa, a serce zbyt szybko zaczyna bić. Człowiek sam ze sobą czuje się źle. A wszystko z powodu kulejącej pewności siebie, która daje o sobie znać, w takich momentach, które są dla nas nazbyt obciążające.

Dlatego postanowiłam napisać książkę, która dokładnie zobrazuje, jak stać się pewnym siebie człowiekiem.  (więcej…)

CZYTAJ

Źródła braku pewności siebie, czyli skąd u ludzi niskie poczucie wartości?

„Źródła braku pewności siebie” to e-book dla każdego, kto chce wziąć pewność siebie w swoje ręce i podjąć decyzję, co dalej powinien z nią zrobić. To nade wszystko źródło schematów głęboko zakorzenionych w podświadomości. To prawda o tym skąd u ludzi niskie poczucie wartości, jak również o tym, co wpływało i wpływa cały czas na naszą pewność siebie.

W e-booku: (więcej…)

CZYTAJ

TOXIC 2, jak poradzić sobie z miłością, która Cię niszczy?

Toksyczna więź…

Coraz bardziej świadomi, a jednak wciąż tak bardzo nieświadomi… Niestety wciąż zbyt wiele osób tkwi w toksycznych relacjach, całkowicie rujnując swoje zdrowie psychiczne. Nazbyt wiele osób wciąż nieświadomie oddaje swoje życie w ręce wampira emocjonalnego. Traci wszystko – szczęście, radość, poczucie bezpieczeństwa, spokój, swoje prawa, zdrowie i to wszystko w imię zasad, które zostały zbudowane przez toksycznego wampira.

Jednak w życiu każdego z nas przychodzi taki moment w których pragniemy tylko jednego – wolności i rozumienia… Czy należysz do tych osób? (więcej…)

CZYTAJ

TOXIC, jak sobie radzić z osobami, które utrudniają Ci życie?

Emocjonalnie wykorzystani…

Emocjonalny wampir to szantażysta o wielu twarzach. Gra i wykorzystuje – owija sobie nas wokół palca i nawet nie wiemy kiedy, a już zachowujemy się tak, jak on sobie tego życzy. To nie Twoja wina!!! Emocjonalny szantażysta to cholerny manipulator – wykorzysta wszystko i wszystkich, by zdobyć to, co jest mu w danej chwili potrzebne. W nosie ma uczucia innych – najważniejsze to podbudowanie własnego ego…

Najtrudniejszy moment naszego życia to ten, w którym w końcu zdajemy sobie sprawę z faktu, że ta osoba nas krzywdzi. Ciągła krytyka, obgadywanie, niedorzeczne plotki, brak szacunku, obojętność ze strony bliskich… Odczuwasz to u siebie w życiu? (więcej…)

CZYTAJ

CZARNA KSIĘGA PERSWAZJI

Sztuka perswazji to sposób na życie… Choć mylona z manipulacją, to jednak jest bardzo daleka od tego postępowania…

Perswazja to sposób przekonywania do własnych racji bez wpływu na zdrowie innej osoby. Pomaga dojść do konsensusu poprzez dyskusję zainteresowanych stron nad zaistniałym problemem – tym samym otwiera drogę do jego rozwiązania. Jest również nieodzownym czynnikiem łagodzącym wszelkie kłótnie, czy spory.

Należy pamięć, że perswazja nie polega na zmuszaniu, jak to lubi robić manipulacja. Perswazja nigdy nie jest powiązana z kłamstwem, czy mówieniem nieprawdy. Skupia się przede wszystkim na argumentowaniu danych twierdzeń i postaw w sposób rzeczowy i kompetentny.

…ale dość z teorią… Czas zobaczyć, czego nauczy nas CZARNA KSIĘGA PERSWAZJI…

Publikacji pomoże przede wszystkim opanować bezcenne techniki życia wśród wielu różnych osobowości… (więcej…)

CZYTAJ

DEPRESJA NIEWIDZIALNY WRÓG

DEPRESJA WCIĄŻ OBECNA…

Do tej pory na temat depresji powstało wiele książek, jednak wszystkie „jakieś takieś”… Niby służą pomocą, a wciąż zbyt wiele w nich skomplikowanych terminów… Zbyt mało poradników – zbyt mało prostych przekazów…

Dzisiaj chcę Ci przedstawić pozycję, która jest daleka od medycznych nierozumianych słów. Nie znajdziesz tu nic trudnego do zrozumienia. Ta książka jest napisana, by służyć i pomagać – ma zwiększyć świadomość samego chorującego, jak i jego najbliższych, którzy walczą razem z nim. (więcej…)

CZYTAJ

ZBURZĘ TEN MUR

CZAS NA ZMIANY…

Czy masz czasem tak, że gdziekolwiek się ruszysz, to napotykasz na mur? Próbujesz coś zmienić, coś osiągnąć, ale nic się nie zmienia? Jest pewien sposób na to…

Czas zburzyć ten okropny mur, który przez lata budowany był przez porażki, negatywne myśli, krzywdzące opinie, brak pewności siebie, trudne dzieciństwo, okrutne utarte schematy… Wszystko, czego teraz potrzebujesz, to uświadomienie sobie, jak dotrzeć do własnego szczęścia.

Dzięki tej książce odzyskać siebie – zrozumiesz i zaakceptujesz, a przede wszystkim nauczysz się prawdziwie żyć. Trener rozwoju osobistego pomoże Ci zrozumieć, co to znaczy żyć pełnią życia. (więcej…)

CZYTAJ

WŁADCA SŁOWA

Władca słowa… Jak skutecznie i celnie wymierzać słowo, aby osiągnąć władzę nad ludzkimi emocjami?

Książka, której opis właśnie czytasz, stawia sobie za cel dać Ci władzę nad ludzkimi emocjami. Będzie tu mowa o tym, jak możesz się nauczyć sięgać poza racjonalne motywy innych ludzi i oddziaływać bezpośrednio na ich instynkty, rozbudzając i rozpalając swymi słowami ich wyobraźnię. Pokażemy Ci, w jaki sposób, sięgając poza racjonalne motywy słuchacza, możesz rozpalać wyobraźnię samymi słowami. Czyli, w skrócie, dowiesz się przede wszystkim…

Nauczy się – Jak bezpośrednio wpływać na ludzkie instynkty, emocje i wyobraźnię, sprawiając, że wszelkie Twoje sugestie staną się nieodparcie fascynujące, zniewalające i hipnotyczne? (więcej…)

CZYTAJ

POTĘGA ŻYCIA – Jak zacząć od nowa, nie zmieniając wszystkiego wokół?

Każdy z nas w pewnym momencie swojego życia staje oko w oko z potrzebą zmiany, która często przychodzi niespodziewanie i od której tak naprawdę nie ma odwrotu. Zmiana dotyczy różnych sfer naszego życia, ale w dużej mierze będzie krążyć wokół wewnętrznej potrzeby natychmiastowej odmiany własnego losu…

Wewnętrzny głos krzyczy: „muszę coś zmienić, bo inaczej zwariuję”… Zmiana jest nieunikniona, a Ty od dzisiaj stajesz się jej mapą i przewodnikiem… (więcej…)

CZYTAJ

© 2015-2021 Psychologia życia - Wszelkie prawa zastrzeżone. / Trójwizja Projektowanie stron www /